Genova night life

Dzień 30

Tour po mieście skończył się o 4 nad ranem. Najpierw centrum. Kupiliśmy dwa wina i zakąski i na schodach pod katedrą zrobiliśmy część z nich. Inni też uskuteczniali opróżnianie butelek. To mi się podoba w tych krajach śródziemnomorskich: przy kościołach są kawiarnie, ludzie siedzą na schodach, pozytywnie spędzają czas. Co działoby się w Polsce, gdyby na schodach kościoła siedzieli ludzie? A co dopiero, gdyby pili alkohol?! Piekło! Jakoś tak ta kultura śródziemnomorska potrafi szanować to, co kościelne w zupełnie inny sposób, niż polsko-katolicka mentalność.

Jakiś jegomość zaangażowany w misję, którą najwyraźniej sam sobie narzucił [a może to Bóg mu zlecił?], stał przed publiką i przemawiał, a w zasadzie odgrywał jakieś niezwykle istotne kwestie. Z pojedynczych słówek zrozumiałem, że chodzi o Boga i wojnę.
Odkrywcze.

On skończył, my poszliśmy zrobić drugą butlę na plac Ferrari. Tam z kolei był jakiś maraton tanga. Każdy mógł tańczyć. Więc oglądając i słuchając uskutecznialiśmy drugą butlę.

Potem Młodemu włączył się explorator:
– Dawaj, gdzieś jedziemy. – zaproponował.
– Ale gdzie? – zapytałem, bo już późno było.
– Obojętnie. Wsiądziemy w pierwszy lepszy autobus i pojedziemy do końca.
Nie znałem go z tej strony i nie wiedziałem czy sobie żartuje, czy nie.
– Ale tak na gapę?
– Tak.
No to wsiedliśmy w pierwszy lepszy nocny, który wywiózł nas w górną część Genovy. Tak naprawdę nic specjalnego tam nie było, miasteczko wyludnione, puste i ciemne ulice. Chwilę się błąkaliśmy, aż znaleźliśmy knajpkę, gdzie najwyraźniej sami miejscowi przebywali. Wzięliśmy więc białe i talerz bruscett z pomidorami, oliwkami, anchois, brie i orzechami itp. Pyszne!

Potem chcieliśmy zmienić lokal, żeby nie było zbyt monotonnie, a Młodemu tym razem włączył się przewodnik:
– No tam chodź – wskazał uliczkę przed siebie.
– A co tam jest?
– Mówię ci, coś znajdziemy.
Nie znaleźliśmy.
Komary zawracają, więc i my zawróciliśmy do dobrze znanej nam knajpki. Inne białe i spaghetti oraz gnocchi. Potem poznaliśmy dziewuchę z Kuby, która nie dość, że słała wirtualne buziaki to jeszcze postawiła nam kolejkę rumu. Naprawdę miły wieczór. Właśnie w takim klimacie nieprzewidywalności i pełnego luzu, pozytywnych ludzi, których wcale potem nie trzeba przyjąć do znajomych na fejsie, ale jednak pozostają w głowie z pełnym uśmiechem.
To lubię.

Gdy wróciliśmy do hotelu Młody odczuł ciężar nocy […] Ja o dziwo nie.

Genova (23)

INFO PRAKTYCZNE

Życie nocne Genovy kumuluje się wokół centrum,
w którym jest mnóstwo knajpek.
W wielu z nich dają gratis do piwa czy wina jakieś tapasy,
więc warto korzystać.

Im dalej od centrum,
tym mniej ludzi i mniej knajpek,
ale za to sami miejscowi, bez turystów.
Jednak niezwykli mili, przyjaźni i otwarci.
Ceny w tych knajpkach też są zdecydowanie niższe, niż w centrum.
Ekonomiczniej wychodzi kupić od razu całą butelkę wina, niż brać na lampki.
Tak samo taniej wychodzi brać całe zestawy przystawek
[np. po cztery rodzaje bruscett].

« (Previous Post)
(Next Post) »


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

© 2020: Polak w podróży | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress