Milanowe Natiglia i Brera

Dzień 33

Jest 6:49.

Na uszach Eddie Vedder „Long night” – przypadek, że to on? Tu? Teraz? Jednak podróżowanie, doświadczanie to kwestia bardzo indywidualna. Ale po kolei.

Młody chciał zobaczyć Natiglię, więc tam pojechaliśmy. Okazała się całkiem miłą dzielnicą, z kanałem, wzdłuż którego były porozstawiane knajpki. Miły holenderski klimat. Posiedzieliśmy nad kanałem mocząc nogi w wodzie, z winkiem w butelce.

DSCN1990

Potem wizyta w sklepie z komiksami i pojechaliśmy na Brerę. Tam nic szczególnego, bo i Brera – jeśli nie chce się posiedzieć w knajpce – nie ma nic szczególnego do zaoferowania. Minęliśmy knajpkę i stolik, przy którym onegdaj napisałem pierwszy wiersz dla I. Stare dzieje. Więc do parku, bo Młodemu chciało się lać. A pamiętałem, że tam są darmowe kibelki. Myślałem, że uda nam się znaleźć ekipę, która będzie miała korkociąg. Ale nic z tego. Takich grup jak w Hiszpanii, Portugalii czy Paryżu nawet – tym razem nie było. Była za to geriatryczna potańcówka i mnóstwo komarów. Więc poszliśmy pod katedrę, ale stamtąd też nas przegoniły moskity przebrzydłe.

DSCN1983

Więc hostel. Pokój. Nie livingroom, choć proponowałem.

Otworzyliśmy wino i czas jakoś zleciał na rozmowie o kobietach. Temat-rzeka. Studnia bez dna. Ech…
Gdy skończyło się wino to poszliśmy do Mc na… piwo. A potem sen.

Ja jednak mam inny tryb bycia w podróży. Lubię ten mój tryb.

Teraz siedzę w hostelowej kuchni. Sam. I piję herbatę. Ależ ja lubię herbatę z rana!

Na uszach ulubiona muzyka. Młody śpi w pokoju. Niech pośpi, nabierze sił. Długa droga przed nami. Ja mam nadzieję, że odeśpię w samolocie.

Dojrzałem do zmian duchowych, fizycznych i personalnych po powrocie z Bornholmu.

Nikogo nie poznałem na tej mediolańskiej części tripu. Aż dziwne to takie, że z nikim za bardzo nie pogadałem, nic nie robiłem. Ani nikogo znajomego nawet nie spotkałem. Bardzo często spotykam znajomych na wypadach w najróżniejszych częściach świata, często tam, gdzie za cholerę bym się ich nie spodziewał. A teraz nikogo. Nigdzie. Aż dziwnie…

Zawsze to nowe doświadczenie innego typu podróżowania.

A może to tylko przyzwyczajenie?

Nawet jeśli – lubię.

Już po porannym prysznicu.

Taki na pół mokry wyszedłem spodeń. Wróciłem do swojej herbatki. Schnę.

 

INFO PRAKTYCZNE

Do Natiglii można dojechać metrem.

Warto pokrzątać się po uliczkach tej dzielnicy,

choć sam kanał jest  nieco oddalony od stacji metra.

Brera i okolice zamku to już  w centrum, więc spokojnie polecam na nogach.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

© 2020: Polak w podróży | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress