BLOG

now browsing by category

 

Muszę pożegnać Barcelonę znów…

Barcelona cz. 3 Sagrada Tibidibidabobabo Znów poranek na hostelowym patio [patio?]. Wczorajsza sjesta się przydała. Byłem u Basi. Poznałem ją jakiś czas temu w Almerii na południu Hiszpanii. Teraz mieszka tutaj i pracuje jako… asystentka magika. Ma mieszkanie na ostatnim piętrze wieżowca, z dużym tarasem większym, niż moje mieszkanie. IRead More …


Od Guella przez Sagradę w stronę morza

Barcelona cz. 1: Barcelona u stóp i nowe znajomości   Co za noc! O tempora! O mores! Potwierdza się zasada, że najlepiej jest nie planować… – Siedzę teraz w parku Guell, potem idę pod Sagrada i na plażę, gdzie spotkam się z Nimi. Dogadaliśmy się, że podróżujemy sobie po EuropieRead More …


Barcelona u stóp i nowe znajomości

Tibidabo i Sagrada Familia – oto, co przede mną. I oczywiście cała Barcelona u stóp. Siedzę na zboczu Montjuic. Nie planowałem dziś tego, ale jakoś tak wyszło, że rano w Gironie uwinąłem się dosyć szybko i już przed 14:00 byłem w Barcelonie. Droga w pociągu była całkiem przyjemna i znacznąRead More …


Zawsze jest miejsce na podsumowanie

Jakoś po 6 rano. Obudził mnie imam [w mieście buddyjskim?], chwilę potem wstał Franz, bo jechał na lotnisko. Miał inny lot, my lecieliśmy do Delhi późniejszym samolotem. Ale spania już nie było. Słucham muzyczki na jedno ucho, bo drugi kabelek zamarzł i się złamał. Agna śpi. Wyrobiła w sobie niesamowitąRead More …


Wszystko, co piękne ma swój kres

Cudownie móc przespać noc w łóżku – i to tylko z dwiema warstwami ubrania na sobie. Noc zleciała spokojnie. Miła odmiana po takim czasie. Podobnie jak wczorajszy prysznic. Tzn. nie tyle prysznic, co oblewanie się kubełkami ciepłej wody – to przyjemność wręcz hedonistyczna. Gorzej tych kilka sekund po tym jakRead More …


Powrót do Leh

To musiało się zdarzyć – krach i plusk i już w rzece Rano była masakra. Na sam widok tych zamarzniętych butów robiło mi się zimno, ale nie było wyjścia – trzeba było wkładać stopy w te lodowce. Szybkie śniadanie, spakowanie obozu i w drogę. Po drodze Agna dała wykład  oRead More …


To musiało się zdarzyć – krach i plusk i już w rzece

Pobudka bez śniegu w środku namiotu, co jest dziwne, bo bardzo zimna noc była i dosyć duży wiatr. Ale letni namiot wytrzymał. (co nas w ogóle siekło, żeby zimą w Himy brać letni namiot?) Kaszka na śniadanie i dalej marsz w stronę Tilatu. Niestety, rzeka zmieniła pokrywę lodową przez teRead More …


Klasztor Lingshed i męczące podejścia

Dzień 19 Rano musli. Potem najcięższy dzień. Mieliśmy podejście na wysokość prawie 4500 m.n.p.m. Potem zejście [kolano!] na trzy tys. z hakiem i znów podejście na 4370 m.n.p.m. Różnica poziomów odczuwalna. Długi dzień. Chyba najdłuższy i w cholerę męczący. Nie chce mi się tego opisywać. Choć widoki… no… widoki toRead More …


Przymusowy rest w Yulchung

Jest rano. Oni śpią jeszcze. Mnie zbudziło siku. Musiałem więc wyjść ze śpiwora, potem z pokoju, przejść przez ganek i wejść po drabinie na dach, a potem przejść na drugi koniec, gdzie była wnęka z dziurami. A tu pierwsza noc na tym wyjeździe, którą przespałem całą, bez budzenia się. ChoćRead More …


Jacza przygoda w drodze do Yulchung

Kiedy wstało słońce termometry odnotowały… -28’C. To ile było w nocy, skoro średnio temperatura spada o kilkanaście stopni??? Tego nie wiem, ale okrutne zimno dało się odczuć. W 6h doszliśmy do Neraku, a po drodze towarzyszyła nam grupa z IAFu, czyli Indian Air Force. Banda młodych żołnierzy miała jakieś szkoleniaRead More …


© 2018: Nietu | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress