Do Grecji w 140 min.

Zachciało mi się Grecji.

Przede wszystkim dlatego, że chciało mi się  od dawna: dla sztuki, obcowania z miejscami filozofów, doświadczenia początków teatru w jego źródle, posmakowania greckiej kuchni i w ogóle poznania TYCH miejsc, miejsc kolebki kultury europejskiej, miejsc, o których uczę, miejsc wysublimowanych prowokacji umysłowych.

Nade wszystko jednak powodem, dla którego się tu znalazłem była… cena. Tak. Z Warszawy do Aten za 98zł.

No to szybka organizacja, Ola obok, Platon, Homer i „Grek Zorba” w plecaku – można lecieć. Ale samo dotarcie z Polski do Grecji zajęło zdecydowanie mniej czasu, niż dojazd z Krapkowic do Warszawy. No bo najpierw pobudka okrutnie wcześniej rano [cztery razy przestawiałem budzik!], potem dojazd do Opola, w którym dwa dni temu okrutnie czekałem, bo autobus nie przyjechał. Następnie pociągiem do Katowic, skąd odebrała mnie Ola. Załatwiliśmy kilka jej spraw, po czym ruszyliśmy Olikwozem do Wawy . Droga przebiegała całkiem sprawnie. Ja powoli budziłem się na nowo do życia, a Olik dowiózł nas cało.

Zostawiliśmy auto na lotniskowym parkingu, po czym busem podrzucili nas pod terminal.

– W samolocie odeśpimy na pewno nasze nocne zaległości [Olik pracowe, ja towarzyskie -> cóż, na jeden dzień wróciłem z Bratysławy do kraju i znów w drogę] – taki był plan. – Byle by jakiś dziecior drący się przez całą podróż nie siedział obok mnie. Bo jakoś mam takie szczęście do Mateuszy, którzy drą się w niebo[nomen omen]głosy w samolotach.

Plan planem – a reszta, wiadomo. Olik zasnął szybciorem, a ja próbowałem. Dzieciorów się obawiawszy nie wziąłem pod uwagę tego, że spokój mogą zakłócać… dorośli. Przed nami siedziało małżeństwo z synem, do których przyszła inna parka. I się zaczęło. Aż ciężko mi powtórzyć tematy, o których rozmawiali. Zresztą, gdyby tylko rozmawiali to pół biedy. Ale to był tak żenujący poziom samochwałki, połączony z głośnym tępym śmiechem. Miałem wrażenie, że robili to specjalnie, by samolot cały słyszał, iż wrócili z Malagi, a ich dom ma sześć sypialni. Ale ekonomiczną w Ryanku to latają. Żal. Nawet .com.

Nie zasnąłem ani na minutę. Po 140 min. samolot wylądował w Atenach. Za ciepło nie było.

– Ja i tak się wykąpię – przekonywała Ola.

Dojechaliśmy metrem [15 stacji] do placu Syntagma, skąd piechotką do naszego hostelu (opis hostelu i warunków poniżej w INFO PRAKTYCZNE]. Rozlokowaliśmy się i od razu spacerek na miasto.

DSCN7314Ateny po zmroku mają niesamowity klimat. Choć to była sobota jakoś tak mało ludzi błąkało się po uliczkach. Większość restauracji zamknięta. Ale podeszliśmy pod skałę Akropolu, który z dołu wygląda bardzo dostojnie. Potem udało się znaleźć tawernę, w której dwóch mężczyzn grało muzykę na żywo. Na ścianach dookoła wisiały fotografie właściciela z różnymi osobami, sama tawerna pełna, a wiadomo, że najlepiej jeść tam, gdzie jedzą lokalsi. Ola weszła pierwsza, a mnie – tuż za nią – od razu przywitał jeden z kucharzy. Podał łapę i chwilę pogadaliśmy.

– You are from Poland? – zapytał w pewnym momencie.
– Yes, how you guess?
– Becouse you look like.
Także ten… Po raz kolejny spotkało mnie coś takiego, że wyglądam, jak Polak i że można to poznać. Interesting.

Wypróbowaliśmy w tej tawernie od razu wszystkiego, co greckie: feta, tzatziki, bakłażanowe kotleciki zapiekane, mussakę, a do tego dwa wina: białe i czerwone. Dali nam także ichniejszy chlebek, po którym nawet mnie brzuch nie bolał [inna pszenica?]. A ludzie płynęli, zmieniali się, wchodzili i wychodzili. I większość to miejscowi. Denerwujące dla mnie było tylko to, że tutaj dozwolone jest palenie wewnątrz knajpy. To przeszkadza podczas jedzenia, ale z drugiej strony z tą muzyką grecką tworzyło klimat tego miejsca.

Najedliśmy się niesamowicie [mussaka!], po czym poszliśmy do knajpy, którą mijaliśmy wcześniej: od dołu do góry różnokolorowe butelki, a jedna ściana cała w beczkach do sufitu. Tam posiedzieliśmy [też z miejscowymi], pogadaliśmy, wypróbowaliśmy różne trunki.

DSCN7321

W hostelu byliśmy po 3. Od razu spać do przerażająco ciepłych pokojów.

 

INFO PRAKTYCZNE

Do Grecji z Polski dosyć tanio można polecieć Ryankiem,

który lata na Kos, Kretę czy do Aten.

Znalazłem lot za 98zł ze stolicy do stolicy.

Dosyć drogi jest sam przejazd z lotniska do centrum.

Gdyby to był jakiś shuttle i jechało się tak długo, jak z Girony do Barcelony,

Rygge do Oslo czy Beauvis do Paryża – byłoby w normie.

Ale to było metro.

Na nie z lotniska obowiązuje jeden rodzaj biletu za 10e.

Przy pierwszym spacerze Ateny mogą sprawiać wrażenie poplątanych uliczek,

ale po drugim i trzecim da się spokojnie orientować.

Punktem orientacyjnym nr jeden jest Akropol.

Skałę widać z wielu uliczek i miejsc,

więc można dzięki niemu odnaleźć się w mieście.

Można co prawda kupić bilet na komunikację miejską,

ale absolutnie nie ma żadnej potrzeby:

to, co najważniejsze jest w zasięgu odległości spacerowej.

A i wolne przemierzanie uliczek ateńskich

i obserwowanie ludzi to przyjemność sama w sobie.

Ateny są dosyć drogim miastem,

ale można w nim znaleźć ciekawe miejsca.

Wyznacznikiem powinna być obecność miejscowych, a nie turystów.

Ceny:

parking przy lotnisku Modlin: w zależności od miejsca: 48-75 zł za tydzień

przejazd metrem z lotniska do centrum: 10e

przykładowe ceny jedzenia i picia:

tzatziki – 2,50e

mussaka – 4e

feta – 3,50e

piwo – 4 e

wino – 4e karafka

Zadziwia mnie fakt, że w Grecji jest kryzys, nie ma pieniędzy, jest bida,

a wszyscy siedzą w knajpach i tawernach

i za rzecz, którą w supermarkecie zapłaciliby np. 1 e, płacą w knajpie 4e.

To gdzie tu kryzys?

Hostel Diskourios

Dosyć tani hostel w świetnej lokalizacji,

do Akropolu rzut beretem, po drugiej stronie ulicy Ogrody Zeusa.

Ale samo wyposażenie pokojów jest biedne:

tylko łóżka i nie zamykane na klucz szafki.

Są dostępne lockersy, ale trzeba zapłacić KAŻDORAZOWO 2e,

za każde otwarcie i zamknięcie.

Absurd.

Cena za nocleg ze śniadaniem: 13e.

Wszędzie blisko.

 

« (Previous Post)
(Next Post) »


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

© 2022: Polak w podróży | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress