Montevideo na dobry wieczór i dzień dobry

Z Colonia del Sacramento pojechaliśmy do najbardziej wysuniętej na południe stolicy obu Ameryk, czyli Montevideo.

Znalazłem bardzo tani hostel niedaleko centrum, więc autobusem za 28 pesos dostaliśmy się na San Salvador w Palermo. Okazało się, że nasz hostel umiejscowiony jest w starym budynku obrośniętym bluszczem i ulokowanym na rogu dwóch ulic. Sam dach domu pokrywały gęste rośliny (jak się później okazało wśród nich także spore zapasy rosnącej marihuany, która nawiasem mówiąc jest w Urugwaju legalna).

W recepcji okazało się, że pomieszały im się cyferki i zamiast 3 osób na 2 dni zabukowali 2 łóżka na 3 dni – w związku z tym nie było dla nas miejsc. Z powodu swojego błędu przydzielili nam jednak pokój w apartamencie po drugiej stronie ulicy. Choć słowo „apartament” to raczej swoiste nadużycie, bo było to zwykłe mieszkanie, jeszcze w stanie remontu zresztą. Dostaliśmy trzy łóżka w jednym pokoju, ale bez ogrzewania.
Po co komu w Urugwaju ogrzewanie?
A jednak! Już najbliższej nocy mieliśmy się przekonać.

Wieczorem znaleźliśmy knajpkę, w której zjedliśmy kolację, a jedzenia było tak dużo, że zabraliśmy jeszcze do domu. Znamiennym jest, że na bardzo wiele mięs w zestawach dają w Urugwaju sadzone jajo. Ale na urugwajskie pierożki nie.

Następnego dnia rano poszliśmy do budynku hostelu na śniadanie. Kuchnia znajduje się tam w piwnicy, ściany wyłożone cegłówką, na środku duży blat, a sprzęt całkiem sprawny. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że będziemy w niej chronić swoje życie przed tym, co miało nadejść.

Poszliśmy do centrum, po drodze zahaczając o salę bokserską. Baiano chciał trochę poboksować, więc zeszliśmy do piwnicy [znowu piwnice], w której na środku postawiony był duży ring, a wokół niego gruszki i worki treningowe. Całkiem fajny klimat. Właściwie to pierwszy raz w życiu byłem w profesjonalnej sali bokserskiej.

Potem poszliśmy piechotką do centrum, ale po drodze złapał nas dosyć mocny deszcz. Samo Montevideo otoczone jest od południa wodami Rio de la Plata, łączącymi się z oceanem, więc do tego jeszcze wiał wiatr, zdecydowanie silniejszy na obrzeżach miasta. Zobaczyliśmy m.in. La Ciudad Vieja (Stare miasto), teatr Solis, La Puerta de la Ciudadela czy La Iglesia Martiz (katedra Najświętszej Marii Panny), a także byliśmy w muzeum kolonialnym.

Największe wrażenie zrobił jednak na mnie ratusz (El Cabildo de Montevideo). Wszystko to jednak oglądaliśmy w strugach deszczu, więc nie prezentowało się zbyt atrakcyjnie wizualnie, a dodatkowo przemokły mi całkowicie buty. Miałem wrażenie, że architektura Montevideo to taki mix budynków z czasów kolonialnych i budynków współczesnych. Nie wiem czy to pasuje do siebie.

Gdy wróciliśmy do hostelu Baiano znalazł farelkę, więc udało się wysuszyć ubrania i buty. Po drzemce poszliśmy do naszej knajpy na jedzonko i piwko.

– Czy tam u was w Polsce piją tylko piwo? – zapytała przy kolacji Cassi.

– Nie, jeszcze wino i wódkę. – odpowiedziałem.

– A jak się pije wódkę?

– Poczekaj chwilę. – rzekłem i podszedłem do baru. Zamówiłem kolejkę. Okazało się jednak, że kieliszek wódki to nie jest do końca kieliszek, tylko bardziej literatka. Z kostkami lodu w środku. Casssi otworzyła oczy ze zdziwienia, a przyznam, że i ja trochę się zaskoczyłem tą wielkością. Ale narodowość zobowiązuje.

Przeprowadziłem zatem szybkie szkolenie i za pakt brazylijsko-polski wypiliśmy tę przeźroczystą  ciecz (wypiliśmy ciecz, jak to brzmi?).

Wieczór kulturalnie spędzony. Jak zawsze.

INFO PRAKTYCZNE

Walutą Urugwaju jest peso urugwajskie.

Przykładowe ceny w sklepach lub restauracjach (2016):
Obiad – 100-450 pesos
Ryby – od 100 pesos
Pizza – 120-180 pesos
Wino – od 160 pesos
Cola – 70 pesos
Piwo – 190 pesos
Butelka wódki – 300 pesos

Stare miasto polecam zwiedzać piechotą. Tylko wtedy można zobaczyć [i wejść do środka] najciekawsze obiekty.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

© 2019: Nietu | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress