Mrożąca krew w żyłach historia w bornholmskich lasach

DSCN2244

Dzień z przygodami.

I to solidnymi.

Dojechaliśmy do Ronne i przeświadczeni, że camping jest gdzieś niedaleko posiedzieliśmy trochę przy porcie, pijąc piwko. Ale trzeba było ruszać, bo nie wiedzieliśmy czy camping jest czynny, choć taka informacja pojawiła się w necie.

– Ale ja czytałem wpis na forum, że już otworzyli. – powiedział Darek.

Więc jechaliśmy w miarę spokojnie. Jednak szukanie campingu okazało się trudniejsze, niż przypuszczaliśmy. Trzeba było zjechać niejako wgłąb wyspy, a po kilkunastu kilometrach błądzenia po okolicy Ronne Martynie udało się znaleźć właściwą ulicę. Z radością pomknęliśmy wzdłuż aż dojechaliśmy pod wskazany adres.
Zamknięte.
No cóż, to jedziemy dalej. Kolejny tani camping jest jakieś 8 km stąd. Ruszyliśmy. A zaczęło się ściemniać.

Jednak znalezienie tego drugiego było jeszcze trudniejsze. Wiedzieliśmy, że jest gdzieś w lesie, ale gdzie? Jechaliśmy przez las, a światło słoneczne coraz mniej przebijało się przez gęste drzewa. Wtem na jednej ze ścieżek spotkaliśmy parkę, która powoli sobie spacerowała. Mijając ich zapytali nas:
– Can we help you?
– Of course.

Określili kierunek, w stronę którego mamy jechać, więc pojechaliśmy. Wciąż nie mogliśmy jednak znaleźć tej miejscówki.

Darek pojechał zatem w jedną stronę, ja w drugą, zostawiając Piotrka z dziewczynami na skrzyżowaniu leśnych dróg. Jechałem zwężającą się ścieżką przez kilka minut, a moją drogę oświetlała tylko nikła struga czołówki, aż dojechałem do wzniesienia, na którym stały dwie drewniane chatki, otulone gęstymi gałęziami drzew. Rozejrzałem się po okolicy – ani żywego ducha.
Martwego też.
Cisza.
Spokój.
Ciemność.
Skrzypienie drzew.
Nikogo nie ma.
Odstawiłem rower i wdrapałem się do domków. Stanąłem przed masywnymi drzwiami jednego z nich. Raz jeszcze rozejrzałem się dokoła.
Cisza.
Powoli otworzyłem drzwi, które – jak w tanich horrorach – zaskrzypiały.

– Hallo? – rzuciłem pytająco do środka.

Cisza.

Mocniej popchnąłem drzwi, które ze skrzypieniem otworzyły się całkowicie. Włączyłem latarkę i poświeciłem do środka, gdyż panował wewnątrz całkowity mrok. W środku było pusto, a domki wyglądały jak przygotowane pod nocleg: dużo przestrzeni, miejsce na podłodze na śpiwory, przed chatkami miejsce na ognisko. Mogłoby być ciekawie. Ale bez prądu, a prąd był potrzebny, by naładować baterie.

Wróciłem do czekających na skrzyżowaniu ścieżek Martyny i Piotrka.

– Gdzie Kasia? – spytałem.

– Pojechała za Darkiem – wyjaśniła Martyna – Ta parka, która szła wtedy powiedziała, że im pomoże i pojechali. Ale coś długo ich nie ma.

Całkowicie zapadł zmrok, a nam uruchomiła się wyobraźnia.

– A jeśli ta parka to mordercy? – zagadnąłem. – Chodzą po lesie i szukają ofiar.

– Albo patrzymy, a z drugiej strony znowu idą dokładnie ci sami i pytają: „Can we help you?” – dorzucił Piotr.

– Zamknijcie się! – zdenerwowała się Martyna.

Nagle w oddali zobaczyliśmy jakieś światło, które powoli zbliżało się w naszą stronę. Potem drugie.

– Chyba jadą.

– Albo to mordercy.

– Ci sami, co wtedy. Zatrzymają się i zapytają: „Can we help you?”

Okazało się, że to auto. W lesie.

– No to super. A jak ci mili państwo dali im schronienie, zostawili ich tam i jadą teraz autem po nas? – zapytałem.

Can we help you?

– Ja nie wsiądę do żadnego samochodu! – kategorycznie i jasno postawiła sprawę Martyna.

Obserwowaliśmy niepewnie przejeżdżający pojazd. Samochód powoli nas minął, po czym kilkadziesiąt metrów dalej… zatrzymał się całkowicie. Spojrzeliśmy po sobie niepewnie, a ten włączył wsteczny. Oddałem Martynie rower i przeszedłem przed nią nie wiedząc czego się spodziewać: pomocy czy ataku? Przygotowywałem się na konfrontację, ja, chudzielec, który bić się nie potrafi. A obok Piotr.
Jw.
Auto dojechało do nas, zatrzymało się, po czym… skręciło w ścieżkę prowadzącą do drewnianych domków. Po kilkunastu minutach z drugiej strony nadjechali Kasia z Darkiem. Parka doprowadziła ich do tych właśnie domków, przy których ja byłem.

– To co robimy?

– To nie tu – stwierdziła Martyna. – jedziemy szukać tamtego campingu.

Wróciliśmy się nieco i zaczęliśmy szukać w innym miejscu lasu. Gdy dotarliśmy pod właściwy adres okazało się, że camping jest nieczynny. Zmienił się właściciel i w ogóle zrezygnował z prowadzenia campingu.

Były dwie opcje: albo wracamy i zostajemy w drewnianych domkach po środku lasu i nie będziemy mieli na jutro naładowanych baterii, albo jedziemy na drogi camping do Aakirkeby.

Decyzją gruy stwierdziliśmy, że jednak jedziemy dalej.

Wyjechaliśmy na główną ulicę i uformowaliśmy kolumnadę. Jako że wypożyczalnia nie zadbała ani o światła w rowerze, ani o odblaski, jechałem jako drugi z czołówką, a za mną Kasia oświetlając poniekąd mnie.

Znalezienie tego campingu było już nieco prostsze, ale było przed północą. Recepcja zamknięta, nikogo nie ma. Staliśmy więc przed nią nie wiedząc za bardzo co robić.

Nagle pojawił się jakiś pan, który stanął z boku i zaczął nam się przyglądać.

– To co robimy? – zapytała Kasia.

– Rozkładamy się.

– Może zapytamy tego dziwnego pana, co nam się przygląda? – zapytałem.

– Jesteście z Polski? – odezwał się po chwili „dziwny pan, co się nam przyglądał”. Oczywiście w naszym języku. I potem wytłumaczył co, jak i gdzie.

Rozbiliśmy namioty i posiedzieliśmy jeszcze chwilę posiłkując się. Dzień zaiste przygód pełen.
A i klimat nocą w lesie całkiem interesujący.
W nocy ulewa.

INFO PRAKTYCZNE

Radzę przed wyjazdem na Bornholm sprawdzić

(najlepiej zadzwonić lub napisać do właścicieli)

czy dany camping działa.

Gdybyśmy to zrobili zaoszczędzilibyśmy bardzo dużo czasu, sił i kilometrów.
Camping w Aakirkeby jest drogi,

a dodatkowo wymagają międzynarodowej karty campingowej.

Rano co prawda mogliśmy się złożyć i pojechać nawet nie zauważeni przez nikogo, ale stwierdziliśmy, że jednak zostaniemy i zapłacimy za siebie.

Uczciwość popłaciła i pan nie policzył nam opłat za kartę,

co w praktyce znów przełożyło się na zaoszczędzenie nieco pieniędzy.

Radzę też zabrać ze sobą z Polski odblaski i zapas świateł rowerowych,

gdyż w wypożyczalniach rowerów na wyspie nie dają tego typu rzeczy.

aakirkr


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

© 2019: Nietu | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress