Nad Bałtykiem w drodze na Bornholm

Miałem tylko chwilę. Na moment wróciłem do Polski z objazdówki po Europie i już ruszyłem dalej. Plan: Bornholm na rowerach.

Pojechałem busem do Opola i spotkałem się tam z resztą. Okazało się, że jednak wszyscy mieli rowery, tylko ja zamierzałem wypożyczyć na Bornholmie, choć wcześniej umawialiśmy się inaczej. Gdy przyjechał pociąg [opóźniony], umiejscowiliśmy rowery i przeszliśmy do przedziału. A tam – jak zwykle bałagan z miejscówkami. Bo Polacy siadają jak chcą. Jak my z Patrykiem we Włoszech 🙂

Sen był przerywany, więc nic nie odespałem tej wczorajszej nocy. Dojechaliśmy do Kołobrzegu i pierwsze swe kroki skierowaliśmy do smażalni ryb. Lubię ryby. Halibut. W tym samym miejscu, co zawsze w Kołobrzegu. Lubię poznawać nowe miejsca, ale lubię także sentymentalnie wracać do tych, w których już byłem. Zwłaszcza, jeśli piękne z nimi mam wspomnienia.
Mhmmm…

A potem Bałtyk.

Taaaaak, cudowna przestrzeń. Tęskniłem już trochę za Bałtykiem. To jest jednak ta Wolność, wolność przestrzeni. Inna niż w górach. To dziwne. Bo wolność jest jedna. Czym jest?
Nie wiem.
Nie definiuję.
Nie chcę.
Definicja ogranicza Wolność. Być może to przestrzeganie dystansu drugiej osoby? Szacunek do dystansu swojego? To możliwość wyboru? Lub zaniechania wyboru? A może to wszystko naraz?

Tak jest Tu.

Czuję to.

Bałtyk. Miła odmiana po Morzu Śródziemnym.

I po Oceanie Atlantyckim.

A jednak swój. Tutejszy. Falowy.
Wieje. A Piotr po raz pierwszy widzi morze. To zawsze dla mnie niesamowita rzecz obserwować, jak ktoś doświadcza czegoś po raz pierwszy. Dziewczyny pojechały kupić bilety na pociąg powrotny, a my piliśmy piwo. Podjechali Woprowcy, zsunęło się okienko:

– Co chłopaki, kombinujecie gdzie się rozbić? – zapytał kierowca.

Nauczeni doświadczeniem lat poprzednich, w których mieliśmy kłopoty z powodu spania na plaży [a spało się tyle razy!], chcieliśmy zaprzeczyć, ale Piotrek wyskoczył:

– Tak! Właśnie o tym myślimy.

Nastąpiło kilka sekund ciszy, które wydawały mi się jakoś długie, więc szybko wyjaśniłem, że rano mamy prom na Bornholm i chcemy spędzić noc na plaży.

– To rozbijcie się tam pod płotem, nikt wam wtedy nie będzie przeszkadzał.

Zdziwiłem się dobrocią panów strażników, ale podziękowaliśmy, a oni odjechali. Gdy dziewczyny wróciły [nic nie załatwiwszy] obóz już stał. Jakże inaczej rozbija się namioty w takich warunkach, a nie z trzema warstwami rękawic powyżej 3 tys.m. przy -20’C i porywistym wietrze!

DSCN2013

A potem posiadówa nocą na brzegu morza. Lubię to. Piwo w ręku, szum fal, fantastyczni ludzie obok. Czegóż więcej chcieć?

Zapaliłem papierosa z P. i M., choć przecież nie palę. Jakoś dym w płucach w tym miejscu wydał mi się adekwatny. Jednak bardzo wiało. Poszedłem więc po kurtkę do namiotu, a gdy wracałem oni już szli spać. Jak to tak? Zostało mi pół piwa, więc powiedziałem, że dokończę i przyjdę. Posiedziałem trochę sam nad brzegiem. Siedzenie samemu nocą na plaży też ma swój klimat. Zauważyłem jednak, że w oddali jakby przy molo wyświetlają film na plaży. Poszedłem więc sprawdzić co to za film. Jakiś czeski dramat. Brakowało tylko palenia, które musi być idealne do czeskiego dramatu. Skończyłem więc piwo i wróciłem do namiotu, bo o 5.30 pobudka.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

© 2019: Nietu | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress