Nexo i klimatyczne Arsdale

To był długi dzień. Nocy nie przespałem. Ciągle budziły mnie drące swoje dzioby mewy, albo wrzeszczący pijani Niemcy.

Przestawiłem budzik, bo nikt nie chciał się ruszyć. A godzina odpłynięcia powoli się zbliżała. W końcu podnieśliśmy dupy, spakowaliśmy obóz, a dziewczyny pojechały po bilety na PKP, bo wczoraj już nie załatwiły tego.

DSCN2026

Ja ruszyłem wcześniej, bo bez roweru, który dopiero miałem wypożyczyć na wyspie, z buta, w stronę portu, a oni dojechali za mną. Spotkaliśmy się pod promem „Jantar”.

Zaczęli wpuszczać na pokład, wprowadzano rowery i skanowano bilety. Kiedy weszliśmy na tego katamarana jako jedni z ostatnich wszystkie miejsca były pozajmowane. Chwilę postaliśmy na pokładzie górnym, a gdy ląd się oddalił zeszliśmy do baru. Ciągle dało się czuć bujanie. Już zapomniałem jak to jest bujać się non stop. Ech, wrócić na Mazury… No, ale to innym razem. Na razie na pełnym morzu.

Oni zostali pod pokładem pijąc kawę, a ja wróciłem na górny pokład na słońce. Położyłem się w rogu pokładu, tuż przy schodkach i… zasnąłem. Darek budził mnie dwa razy:
– A nie wiem dlaczego – mówił. A ja nie wiem dlaczego się wkurwiłem. Też dwa razy.
Ale w sumie pospałem jakieś 2h, zawsze to coś. Kiedy ja w końcu prześpię całą noc? I to w łóżku, a nie na pokładzie statku czy na ziemi namiotu [bez karimaty], płycie lotniska czy siedzeniu autobusu lub samolotu? Tęsknię za łóżkiem, a konkretniej – za swoim materacem.

Tyle nocy już poza domem… To  przecież prawie czterdziesty dzień mojej podróży.

Ale nic to!

Po jakimś czasie wyłoniła się wyspa, ale nagle katamaran… zatrzymał się. Okazało się, że kapitan dostrzegł dryfującą deskę windsurfingową, ale bez żagla. Najwyraźniej została wezwana służba brzeżna, bo po chwili od Bornholmu zaczęła płynąć w naszą stronę łódka. Ludzie rzucili się z aparatami i telefonami, by robić fotki to desce, to łodzi.
O tempora! O mores!

Ruszyliśmy dalej.
Łajba dopłynęła i zacumowała przy brzegu Nexo. Zeszliśmy na ląd tej małej wysepki. Odebraliśmy rowery i ruszyliśmy na poszukiwania wypożyczalni. Niedziela. Wszystkie sklepy zamknięte. Ale udało się. W wypożyczalni pracował Polak. Zaproponował górala z silniczkiem, ale nagle odezwały się głosy, że jak to? Ja nie będę się męczył, a oni tak? Wziąłem bez silniczka [jak się potem okazało – to był błąd]. Dodatkowo rower nie miał bagażnika, więc nie można było przytwierdzić sakiew. Wzięliśmy zatem z Piotrem na pół… wózek dziecięcy rowerowy na nasze duże plecaki. Dzieciowóz wypełniony naszymi dwoma plecakami ciągnąłem ja.

Gdy ruszyliśmy zrozumiałem dlaczego brak silniczka to był błąd. Wszystkie rowery z wypożyczalni przystosowane były do silniczków, co oznaczało, że miały tylko 1×7 przerzutek. A rowery pozostałych aż 24. Kolosalna różnica, co już odczułem na pierwszym podjeździe. Zaczęło mnie boleć kolano. Prawe. To samo, które odzywało się już przy wspinaczce. Jakieś 7 km od Nexo na Rajskich Wzgórzach znaleźliśmy pierwszy tani nocleg. Te tanie campingi polegają na tym, że gospodarz niedaleko swoich gospodarstw wyznacza miejsce na namioty. Są miejsca na ognisko, toaleta, zimna woda, a ciepły prysznic [25kr] i prąd dostępne są przy gospodarstwie oddalonym ok. 500m. Takich miejsc jest na wyspie 5. Nasz camping był tuż na skraju lasu, na wzniesieniu z widokiem na morze. Podobało mi się.

DSCN2046

Rozbiliśmy namioty i wybraliśmy się do Arsdale pozwiedzać. Malutkie miasteczko z typową dla tej wyspy architekturą: małymi, kolorowymi domkami. Ludzie uśmiechnięci, bardzo mili, przyjemni. Odnaleźliśmy lokalny browar, gdzie spróbowaliśmy miejscowego piwa. Całkiem smaczne [choć czy piwo może być niesmaczne? No może. Tyskie.] Trafiliśmy też do portu oraz na urocze małe skałki, przy których najedliśmy się jeżyn.

DSCN2052

Wracając pod wiatr kolano zaczęło boleć coraz bardziej. Nie dałem rady na ostatnim podjeździe. Wtedy pomyślałem o tym silniczku, bo wydawało mi się, że rower wjechałby sam za mnie. Nic bardziej mylnego. Wieczór wietrzny, więc kolacja bez ogniska, wino, toaleta w zimnej wodzie i sen. I nocna burza. Śpiwór mokry.

INFO PRAKTYCZNE

Cena biletu promowego z Kołobrzegu na Bornholm wynosi 140 zł w jedną stronę i 190 zł w dwie, więc logiczne, że opłaca się zaplanować od razu  czas pobytu na wyspie.

Dla wrażliwszych osób polecam jakiś aviomarin czy coś, bo bardzo buja.

Na górnym pokładzie przy pełnym słońcu spanie nie zawsze się udaje,

bo blacha się nagrzewa i najzwyczajniej w świecie nie da się spać

[pomijam fakt, że twardo. Dla starych wyjadaczy to nie problem].

Pod pokładem zazwyczaj – jak to w Polsce – następuje przepychanka i gonitwa, by zająć miejsce siedzące.

Z nocowaniem na plaży w Kołobrzegu udało nam się idealnie,

choć bywało i tak, że gonili nas z namiotem.

Jednak kiedy tylko wyciągaliśmy śpiwór, bez namiotu, nigdy nie było obiekcji. Zatem więcej razy spałem na plaży tylko w śpiworze.

Latem – o ile nie pada – ma to swój urok tak zasypiać pod gwieździstym niebem. Zwłaszcza jeśli ma się gorącą herbatę w termosie.

Ileż to pieniędzy się zaoszczędziło śpiąc tak na dziko pod gołym niebem!?

Raz tylko po przebudzeniu zobaczyliśmy wokół siebie ślady ratraka.

Najwyraźniej całe szczęście pan kierowca wyrównywał piach na plaży ciężkim ratrakiem kiedy już było jasno, bo po ciemku to pewnie rozjechałby nas, wkomponował w plażę na stałe.

Na Bornholmie nocowaliśmy na specjalnych tanich polach namiotowych.

Jest ich kilka na całej wyspie

[nie wszystkie czynne, o czym będę pisał w dalszych postach].

Ale dla niewymagających to piękna sprawa:

miejsca na namiot, ognisko i przepiękne widoki.

Toaleta jest tylko z zimną wodą, gorący prysznic u gospodarza [500 m od namiotów], gdzie nikt tego nie pilnował.

Przy prysznicu tylko stała miseczka na pieniądze.

Naprawdę, aż głupio byłoby nie wrzucić, gdy tam taka ufność do ludzi.

Pole namiotowe: Preben Bjerregaard
Adres:

Ibskervej 35
Svaneke

przy drodze Oksemyrevej (do Paradisbakkerne) – patrz mapka poniżej.

1 nocleg Bornholm


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

© 2019: Nietu | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress