Objazdówka po Europie – Girona welcome to

Dzień 1

Jakoś tak się przyjęło, że dzień nr 1 to zawsze dzień PRZED samym tripem, kiedy to pokój mam zawalony rzeczami rzekomo niezbędnymi do podróży. I ten sam dylemat: jak to spakować do plecaka [w podtekście: z czego zrezygnować?]. Tym razem bez sprzętu wspinaczkowego, choć w drodze powrotnej muszę zahaczyć o Warszawę, by wziąć czekan od Marty, który zostawiłem w styczniu przed Himalajami.

Teraz natomiast dillema: jak spakować się w mały plecak podręczny z rzeczami na cały miesiąc? Wziąłem wszystkiego po 4 sztuki: boxy, soxy, koszulki + spodenki itp. Wieczorem ludzie się zjechali pożegnać Grzesia. Lubię jak tak robią. Pxx. chciał mi dać tableta, ale zrezygnowałem, bo na pewno kusiłoby mnie, żeby wchodzić na neta. Tak samo zostawiam komórkę. […]

Wieczorem mecz Brazylia- Niemcy.

Pogrom 7:1.

Blitzkrieg. Masakra. Niemiecka masakra piłką nożną.

A wcześniej jeszcze szybki dentysta, bo ząbek się odzywał.

Już dobrze.

 

Dzień 2

Obudziłem się przed budzikiem. Niby wszystko wczoraj sprawdziłem, ale rano ponowny check. Ogoliłem się tu i tam, prysznic, ostatnie dopaki i przyjazd do Opola. Stąd do Wrocławia, potem na lotnisko i w Europę.

Plan ambitny: wakacje bez śniegu, pierwsze od kilku lat już.
Jak ja to przeżyję?
Do przerobienia prawie 10 tys. km. Wro-Girona-Barca-Mallorca-Madrid-Porto-Lizbona-Paris-Wawa-dom na 2 dni-Genoa-Milan-dom na 1 noc-Bornholm i szybki powrót w dzień ślubu Kxx i Łxx.

14:48

Już na lotnisku.

Grzmi tam i leje. Będzie start w burzy. Kiedyś tu lądowałem w burzy –też było świetnie. Turbulencje może nie takie, jak na rollercoasterze, ale wrażenie robiły. […]

21:32

Siedzę na schodach przy katedrze w Gironie (więcej o katedrze przeczytasz TUTAJ). Masywna budowla z szarego kamienia, do której prowadzi kilkaset schodów, szerokie, masywne, jak wylewająca się woda z wodospadu. Tak krótko tu jestem, a tyle wrażeń. Ale po kolei.

Większość lotu przespałem. Obok siedziało dwóch Polaków, którzy łoili zakupioną za 20e na bezcłowym Żubrówkę. Początkowo oceniłem to negatywnie, ale przecież co my robiliśmy w Afryce? Nie dość, że wódka była cholernie obrzydliwa, nielegalna, kupowana spod lady, paskudnie droga, to jeszcze trzeba było po nią jechać do oddalonego o kilkanaście km miasta. Można? Można. Polak potrafi.
Więc przestałem oceniać. W ogóle muszę się tego wyzbyć całkowicie – niech każdy robi sobie co chce i żyje jak chce.

Kiedy wylądowaliśmy w Gironie to… lało. Amba Fatima i Santo subito! Kiedym wsiadał do aeroplanu – padało. Kiedym wysiadał – padało. W ogóle to dla mnie niesamowita sprawa, że teraz dzieli mnie od tych wszystkich miejsc tak niewiele czasu. Że też ludziom jeszcze chce się biadolić i płakać, gdy mówię o swoim planie, że „Ale ci zazdroszczę”. To kurde rusz tyłek sprzed fejsbuka! Ty też możesz za 80-100zł w dwie godziny przylecieć… w zasadzie gdziekolwiek w Europie. Trzeba tylko trafić z ceną biletu. To naprawdę jest takie proste!

No, ale nic, bo czuję, że wciąż się powtarzam na ten sam temat.

Na lotnisku bez problemu kupiłem bilety do Girony, choć były także znaki na Costa Brava. Ale nie tym razem.
Kiedy dojechałem do centrum pierwsze swoje kroki skierowałem do… Lidla. Bo coś przecież trzeba jeść. Za sardynki, 1,5l wody min., 3 banany, długą bagietę, 16 plastrów sera i 32 plastry salami paprykowego zapłaciłem… 4,06e. słyszałem też jak z odległej półki wołało mnie piwo, poszedłem – cenowo ok., nawet było nasze z Szxx Cruzcampo. Obok stały wina, butelka już za 1e. I to nie taki kwas jak u nas. Ale przecież nie przyjechałem tu pić, więc odszedłem. Samemu tak jakoś głupio pić.

Odnalazłem hostel (30e za dwie noce ze śniadaniem) i rozlokowałem się. Pościel to zwykła poszewka, toaleta tylko dla mojego pokoju 309. Póki co – sam.
Zjadłem więc pół bagiety i wyruszyłem w miasto. Choć „miasto” to duże słowo. Moje pierwsze wrażenie to… to chyba niepotrzebnie wziąłem tu dwie noce. Ale chwilę potem – mistrz! Miasto na styku rzek, nad rzekami pastelowe kamienice. Do tego wąskie uliczki, w oknach flagi Katalonii.

No i katedra.

To tu m.in. kręcili „Grę o tron” (przeczytaj o tym TUTAJ).
Siedzę na jej schodach i patrzę na góry, które otaczają Gironę.
Co to za góry? Czyżby przedgórze Pirenejów? Wszystko na to wskazuje. Z samolotu Pireneje wyglądały cudnie. Choć nie tak, jak Himalaje z góry. Tylko… czy teraz będę wszystko porównywał do Himów? Eee… Kiedyś łapałem się na tym, że trudno mnie zaskoczyć. Byłem już w tylu miejscach, że kolejny zabytkowy dom w kolejnym zabytkowym mieście to tak jakby nic nowego. Tak. Wpadłem w sidła takiego zadufanego nomady. Całe szczęście trwało to jednak krótko. Teraz znów – na powrót – mogę patrzeć na świat zdziwionego dziecka oczyma…

_

Odpocząć.

Tak, trzeba mi odpocząć.
Dlatego sam.
Dlatego Nietu.
Dlatego bez neta i telefonu.
Umarłem dla świata na miesiąc.

Tylko… gdzie ja dziś mecz obejrzę? W żadnej z knajpek nie widziałem TV z transmisją.

Pójdę, poszukam.

Tak działa wszechświat!

Ave!

Pierwsza uliczka zejścia z katedry. Trafiłem na 46sek. rozpoczęcia meczu. Miła blondynka zaprosiła mnie do knajpy, od słowa do słowa – jest z Litwy, ma na imię Marika, piękny uśmiech, a ja piję piwo i oglądam mecz. Poznała, że jestem Polakiem, bo… wziąłem large beer [czyli 0,5l]. Niby Litwinka, a rozmowa tylko po angielsku.
Nie szkodzi.

A z tomiku:

Twoja nienawiść budzi we mnie tęsknotę

– Polar się przydał. Lipiec w Hiszpanii, jak styczeń w Afryce.

__________

INFO PRAKTYCZNE:
lot  Wrocław – Girona  – 114zł
hostel ze śniadaniem – 15e
zakupy w pobliskim Lidlu – 4,06 e

CZYTAJ TAKŻE

Na dachu Girony

10 miejsc, które warto zobaczyć w Gironie


One Comment to Objazdówka po Europie – Girona welcome to

© 2021: Polak w podróży | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress