Lizbona – znów z Nimi

Dzień 16

Umknął mi dzień. Nie było kiedy opisywać, więc zrobię to dziś.

Dzień 15

Na lotnisku udało mi się przespać może z dwie godziny. Pogryzł mnie jakiś lotniskowy komar. Aeroporto mosquito! Doprawdy nie wiem dlaczego Bóg stworzył komary!?
Ok. 7.30 byłem już w Lizbonie. To jednak niesamowite podróżować samolotem za… 9e. Skontaktowałem się z moimi Austriakami i okazało się, że Verena posłuchała mojej rady – śpią w tym samym hostelu, w którym i ja zamierzam.

Był mały problem z dostaniem się do hostelu, nie tyle znalezieniem go, ile z wejściem do środka i odnalezienia recepcji. 5 piętro starej kamienicy. Winda otwiera się prosto na biurko recepcji.

Przywitałem ich, zostawiliśmy plecaki i tramwajem nr 15 w olbrzymim ścisku dojechaliśmy do Belem. Tam muzeum żeglugi, przypominający, że Portugalia była przecież potęgą, grób Vasco da Gamy, repliki statków, a potem lunch. Tak się cieszyłem, że widzę te austriackie ryjce, że postawiłem. I piwo też. Cudowne uczucie! Dawno go nie było 🙂

„Czy mam pieniądze, czy grosz mi brak – ja stawiam”.

Potem spacer do Torre de Belem. Ciekawa ta wieża przy brzegu rzeki. Są na niej zdobienia obronne i żeglarskie.

6. lisboa (3)

Potem ten duży pomnik zdobywców, czy też Pomnik Odkrywców [Padrão dos Descobrimentos], wjazd windą na 6 piętro pomnika, a potem jeszcze spacer na szczyt [ponad 50m] i panorama Lizbony z widokiem na most sanfranciskowski [25 april?], Chrystusa z rozłożonymi rękami i drogę wyjściową na Ocean. Zdecydowanie warto tam wjechać, bo nie dość, że rozpościera się z niego cudowna panorama, to dodatkowo tylko z góry można zobaczyć ogrom mozaiki przedstawiającej odkrycia Portugalczyków.

6. lisboa (9)

 

Potem powrót po rzeczy i do pralni. Pierwszy raz byłem w takiej miejskiej pralni typu Uberweiss. Ale kupiliśmy piwko, pranie się robiło, potem kolejne piwko, pranie się suszyło. W końcu trzeba było się pożegnać. Ale nie było to smutne pożegnanie. To jedno z tych rozstań w dobrej wierze i przeświadczeniu, że już niebawem się znów spotkamy. Bo tego chcemy. Po prostu.

Dla pewności zostawili mi swoją mapkę Lizbony, dzięki czemu będę musiał ją oddać, kiedy skoczę do nich do Wiednia.

Ja na zakupy i kolacja.

W kuchni poznałem dwóch chłopaków, jechali do Maroka na objazdówkę, więc załapaliśmy temat. Opowiedziałem im o moim Maroko, porwaniu i innych przygodach, no i tak poleciały kolejne tematy. Siedzieliśmy i gadaliśmy aż nam się piwo skończyło. To jeden z tych wieczorów, kiedy poznajesz kogoś, gadacie godzinami, rozmowa się klei, żartujecie, czasu nie ma, czas nie istnieje i… nie znasz nawet ich imion.
Bo i to jest zbędne.
Liczy się tu i teraz.
Tak to było, tak to było…
Cieszę się, że wróciło, bo już myślałem, że przepadło.
Ale nie.
Ale jest.
Całe szczęście jest!

Potem sen…

 

INFO PRAKTYCZNE

CENY

Samolot z Porto do Lizbony – 9e [tak, dokładnie całe 9 euro gotówką!]

dojazd do Belem – 1,40e [tramwaj nr 15]

Museu Nacional de Arqueologia – 5e

wjazd na Pomnik Odkrywców – 3e

ZA FREE

Proponuję do Belem dojechać tramwajem,
ale potem już u wylotu na ocean wszystko zwiedzać piechotką.
Cudowny klimat Lizbony i odkryć geograficznych atakuje z każdej strony.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

© 2020: Polak w podróży | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress