Paryż-sraryż

Do Paryża przyleciałem z Lizbony.

Jednak obycie to dobra sprawa. Pamiętam początki, kiedy ustawialiśmy się z Ł. do kolejki, gdzie oddaje się duży bagaż, mając tylko mały. I sądziliśmy, że niczego nie można brać na pokład, bo na pewno zabiorą podczas security checka. A teraz? Kanapki, serki, liquidy, puszki, kremy – jeśli do 100ml. Obycie, panie, obycie.

Spałem na terminalu 1, dwa razy po 1,5h, więc pewnie znów prześpię lot. Ten będzie najdłuższy. A potem Paris. Jak to się liczyło czas lotu w przybliżeniu? Jeśli z Porto do Lizby było 350 km to leci się ok. 35 min. Odległość 1000km to 100min [1,40h]. itd.

Lubię latać. A za taką kasę to już w ogóle. Choć – to głupie – lubię też jedzenie w samolotach dalekobieżnych [mówi się tak o samolotach? Dalekobieżne? Czy dalekolecące?]. Najsmaczniejsze i tak było w Emirates. I te gorące chusteczki rozdawane przed jedzeniem, by się umyć i odświeżyć… I te panie stewardesy… mmmm… Bo w Ryanku, no cóż, stewardesy w Ryanku… widać że to tanie linie lotnicze i po tym…

Otwieram dziś loty wszelakie. Beauvais to dziś pierwszy lot z tego lotniska. 4:50. Czekam.

W takich chwilach tablet od Patryka by mi się przydał, bo tu wszędzie darmowe wi-fi. Ale nie chciałem, wskutek czego kończę czytać trzecią książkę. Plus te notatki.

Paryż.

Paryż-sraryż pierwszego wrażenia nie zrobił dobrego.
Najpierw z lotniska 75 min. dojazdu. Potem w metrze masakra jakaś. Nawet nie chodzi o ilość osób, bo w Delhi przeżyłem większy tłok. Ale jak oni się zachowują?! Przeważnie Murzyni, którzy albo coś jedzą, albo sprzedają. Do tego nachalnie liżące się pary, jakby wysysem w swoich gardłach mieli złoto jakieś znaleźć. Nie całujące się, liżące. Ślimaczory takie. Jak długo można wytrzymać bez oddechu? Aż w przypadku jednej pary miałem ochotę złapać ślimaczycę i tego jej glonojada za łby i pierdolnąć ich o siebie ryjami. Wmontować tak, by jeden połknął jęzor drugiej. Splunąć w usta – rzecze Gombrowicz. Poza tym na każdej stacji wali moczem, skisłym francuskim siurem. Śmieci leżą na ulicach. To jest ten romantyczny Paryż??????

Dotarłem do hostelu. Niby kolorowy, niby ładny, niby nosi nazwę „Friends”, ale też syf. Nie taki jak w Madrycie, co prawda. No i blisko Montmartre. Okazało się, że nie mają terminala i nie można płacić kartą. Więc powtórka z rozrywki i znów latanie po okolicy, by znaleźć bankomat i wybrać kasę.

W pokoju poznałem Chińczyka [pomocnik Xiang Ziang?], szybkie śniadanie i – wiadomo gdzie.

Wysiadłem przy Luwrze pod piramidą, kupiłem Paris Pass Museum na cztery dni i… nie można płacić kartą. To Paryż? Jedna z największych stolic Europy? Ta, która pod koniec XIX w. była symbolem techniki i nowoczesności, czego dowodem jest słynna wieża?! Nie wierzę!

A jednak.

Szklana piramida robi wrażenie, choć nijak ma się do otaczających ją zabytkowych murów muzeum. Przez pola Elizejskie poszedłem na Pola Marsowe do Królowej dumnie górującej nad miastem.

I pomyśleć, że chcieli ją rozebrać po tej wystawie Expo… Wcześniej widziałem inne dzieci Eiffel’a: Pont Louis I w Porto czy wieżę w Lizbonie. A teraz dzieło życia. No piękna jest, co tu dużo mówić. Leżałem tak sobie na trawce i spoglądałem na nią.

Chciałem się wspiąć na Ajflę, ale okazało się, że kolejka ogromna po bilety.

– Proszę pani, ale ja chciałbym wejść, nie wjechać.

– Trudno. Po bilety stać jak każdy.

Dlaczego przypomniał mi się „Miś”? Dałem sobie spokój. Stanie w dwóch kolejkach (najpierw po bilety, potem do wejścia do wieży) zajęłoby mi pół dnia.

Potem plac Varsowia tuż za wieżą i odpoczynek obok fontanny, w której kąpią się dzieciory. Miłe orzeźwienie kroplami tańczącymi na wietrze…

Poleżałem tu i tam i teraz jestem w hostelu. Obiad. Obiadokolacja raczej.

Odpocznę i w teren na zwiedzanie Montmartre. Tak. Bohema musi być. Tylko jak to – być w dzielnicy Touluse Lautreca i nie napić się wina?

W metrze jeden facet z akordeonem i hiphopowiec rapujący do harmoszki. W innym człowiek z obłędem w oczach, który „tańczył”, jak mu się zapewne wydawało, do „They don’t really care abort us” Jacksona. Nie lubię nachalności. I głośnych ludzi. A tu i głośni i upierdliwi.

I syfiaści.

Paryż, madame!

Pełną gębą, kurwa!

 

INFO PRAKTYCZNE

Jeśli chcecie wjechać lub wejść na wieżę Eiffla trzeba uzbroić się w cierpliwość.
W sezonie letnim ludzi jest tak dużo, że z pewnością stracicie w kolejkach pół dnia. Dlatego warto się zastanowić czy nie lepiej z tego zrezygnować,
a czas ten przeznaczyć na zwiedzanie innych części Paryża.

Polecam spacer za wieżę Eiffla po drugiej stronie ulicy.
Przy placu Varsovie jest fantastyczna fontanna,
która może być ochłodą w gorące dni.
I widok na wieżę zacny.

Poruszanie się po Paryżu – tylko na nogach.
Dojazd do wybranego miejsca i stamtąd piechotką.
Wiele ciekawych miejsc można wtedy odkryć.

Spacery w bocznych uliczkach od obiektów typu „must see” uprzykrza unoszący się w powietrzu smród moczu. Na wielu ulicach wysoce odczuwalny i irytujący.
Do tego poza głównymi miejscami turystycznymi bardzo dużo śmieci na ulicach.

 

CZĘŚĆ DRUGA NIEBAWEM TUTAJ

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

© 2021: Polak w podróży | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress