Jak to się stało? Wyszedłem i dojechałem – Litwa

No tak, tak jakoś wyszło. Zawsze to wychodzi tak jakoś.

Piszę do Iwony z Nowego Jorku niech zgadnie gdzie jestem (kiedyś takie zagadki wysyłałem T., ale wkurzało go to, więc poniechałem).
– „Tu, gdzie klasztor oo. bernardynów zamieniono na więzienie”

Odpowiedź mogła być tylko jedna:

Taka pieśń jest nieśmiertelność…
Ja czuję nieśmiertelność,
nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić, Boże?

O tak, miło gdy ktoś łapie w mig o co chodzi 🙂

No to jestem. Po 21 h w drodze. Najpierw do Opola busem, potem pociągiem do Wawy, tam czekanie na przesiadkę. Miałem spotkać się z moimi ziomkami, ale nie wyszło, jeden nie mógł w tym czasie, a inna w Izraelu. A ja za mało czasu miałem, by jeździć po Warszawie.

Więc próbowałem ogarnąć portal, ale w Złotych Tarasach [tak, wiem] mój komp nie łapał neta. Chyba przeciążony jakiś był. Natomiast za halibuta z ziemniakami i surówką zapłaciłem ponad 40 zł. No tak, Warszawa. Chciałem zdrowo, a nie w Mc.

Choć ostatecznie w Mc i tak wylądowałem, bo tam net najlepszy. Ale na herbacie, nie na jedzeniu. Choć pamiętam jak z Młodym w Mediolanie chodziliśmy do Mc na… piwo. O tempora! O mores!

IMG_20160325_074450Popracowałem trochę między przesiadkami i wsadziłem korpus swój do Ekolines. Na bilecie miałem inną godzinę, na rozkładzie jazdy była inna [godzinę wcześniej], w infolinii oczywiście nikt nie odbierał, a smsowo poinformowali mnie, że bus odjeżdża godzinę później. Czyli nikt nic nie wie. Estońskie linie to jednak przygoda. Przyszedłem wg godziny na moim bilecie i ona okazała się właściwa. Dużo miejsca na nogi [ave!], ale – jak zawsze co mogło mi się przytrafić? Kurde, nie wiem, ja chyba przyciągam wrzeszczące dzieciory przebrzydłe. Siedzenie za mną. Najpierw na początku podróży, a potem gdy wszyscy spali po 3 nad ranem na cały autobus ryk. Chyba z dziesięć minut. Więc ludzie obudzeni, a dziecior sobie zasnął. Normalnie miałem ochotę podejść do niej [bo to femi-dziecior był] i zacząć jej ryczeć do ucha. Wiem, wiem, złym człowiekiem jestem, ale nie pospałem prawie nic. Więc ostatnia partia dowilnowa była na niedospaniu. Nie pierwszy raz.

Tym razem Litwa. Dlaczego? Bo były tanie bilety. To też często podstawowy powód moich destynacji. Za 59zł. No to pojechałem. A przy okazji jednak połechtać moje polonistyczne zapędy, gdyż tu i Słowacki, i Miłosz, i Mickiewicz. Choć tego ostatniego najwięcej, ale o tym w innym poście.

Więc jestem tu. Jimmy Jumps Hostel. Dobra miejscówa. Dobry szpas.

Zaraz obiados: didżkukuliai z mięsem [coś jak kartacze], piwo Svyturys i czarny chleb. Tak, czarny, taki tu jedzą. Ją 😛 To ja też zjem. Zję.

INFO PRAKTYCZNE

Chyba najlepszy dojazd do Wilna jest z Warszawy,

kilka firm [np. Ecolines, Eurobus] oferuje przejazdy do Wilna, Rygi i Tallina.

Można naprawdę za niewielką kasę się tam dostać.

PKP chciało ode mnie wziąć 129 zł na trasie Opole-Wawa.

Nie dałem się.

A za przejazd do Wilna dałem 59zł.

Różnica jest.

Nocleg w hostelu Jimmy Jumps Hostel,

1 min. od ratusza, więc miejscówka w samym centrum.

I 25 euro za 4 noce.

Czyli wychodzi jakieś 28zł za dobę.

Ze śniadaniem.

Da się?

Da się.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

© 2019: Nietu | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress