Śladem Gombrowicza po Buenos aż do Caminito

Wątłe śniadanie i szybki obiad, bo dziś dzień cały boży spędzony oddzielnie. Oni pojechali do ogrodów japońskich, a ja postanowiłem ruszyć śladami Gombrowicza.
W ogrodach japońskich to ja byłem w… Portland w stanie Oregon, więc wystarczy. Jakoś mnie to nie kręci oglądanie krzaczków i przyciętych roślinek. Nie mój klimat. Jeśli kiedyś – jeśli już – miałbym do ogrodu japońskiego – to tylko w Japonii. Ale do Japonii to raczej nie…

Więc Gombro, mój Gombro.

Znalazłem knajpkę, w której pisał swoje teksty. – Querandi przy ul. Peru. Jakoś specjalnego wrażenia na mnie nie zrobiła. Może w czasach, gdy Gombro tu bywał, pełniła funkcję azylu dla pisarzy i artystów, ale teraz…?

1-buenos-aires-58

Potem poszedłem do jego domu na ul. Venezuela 615. Tu to już w ogóle się rozczarowałem. Właściwie to nie wiem czego się spodziewałem, dobrze wiem, że Gombro ledwo wiązał koniec z końcem, a praca w Banco Polaco nie dawała mu satysfakcji. Willi oczekiwałem? Toż to zwykły obskurny budynek przy Venezuela.

1-buenos-aires-60

Ale tablica pamiątkowa jest, popisana flamastrami, ale ślad obecności jakiś pozostał.

1-buenos-aires-59

Czytam o nim więcej i coraz lepiej go rozumiem. Choć 20 lat w Buenos Aires musiało zostawić w nim swój ślad. I zostwiło.

– Widzisz? Taka jest Argentyna. – powiedział przed śmiercią.

Potem dalej i dalej…

Zajrzałem do dwóch muzeów, ale opiszę je zapewne w innych postach.
Albo i nie.

Aż – wdrapując się na niewielkie wniesienie i mijając park z kolorowymi papugami oraz pomnikiem Matki Teresy – trafiłem na Boca Stadium. To już nie śladem Gombrowicza, ale jednak piłkarski wyjec mnie doprowadził aż tutaj.

1-buenos-aires-107

No dobra, skoro już tu jestem…
Wziąłem więc tour po muzeum i samym stadionie. W części muzealnej wystawione eksponaty dotyczące klubu Boca, a także film dokumentalny o najważniejszych zawodnikach.

1-buenos-aires-117

Na górze figuruje wielki poster Maradony, który – jak się dowiedziałem – do dzisiaj ma wykupione miejsce w loży stadionu.

– Właściwie on już tutaj nie przyjeżdża. – mówiła nam oprowadzająca nas po stadionie przewodniczka [całkiem interesująca, zresztą]. – Ostatnio jak był to na nogi został postawiony cały stadion, a on i tak był naćpany.

Nasza przewdodniczka to  młoda blondynka, która do mnie i innego kolesia z Europy mówiła po angielsku, cała reszta oprowadzana była po hiszpańsku przez ciemnowłosą Argentynkę.

Potem tradycyjnie szatnie drużyny, a także trybuny kibiców gości -miejsca stojące [czyt. tańsze] . Pod trybunami kibiców Boca są szatnie drużyny przeciwnika, w których słychać tupanie i krzyki kibiców.

– Chodzi o to, aby rozproszyć zawodników z przyjezdnej drużyny, wiecie, żeby ich rozkojarzyć, żeby mieli ból głowy. – wyjaśniła nam przewodniczka [całkiem ładny uśmiech].
Gdzie tu fair play?

Sam stadion można zobaczyć, choć dupy nie urywa.
No, San Siro czy Santiago Bernabeu to nie jest.
Ale można.

1-buenos-aires-126

Po wizycie na La Bombonera poszedłem do sklepu sportowego po drugiej stronie ulicy, a tam figura grubego, jakby karykaturalnego Messiego. To przypomniało mi, aby kupić Tobikowi koszulkę Messiego. Właściwie to nie wiem czy to będzie dobry prezent dla Młodego, bo on jednak za Barceloną [kto normalny kibicuje Barcelonie???], ale może koszulka Messiego z Argentyny to jest dobry pomysł? Nie wiem czy mu się spodoba. Choć jak patrzę na te ceny to… to nie będzie miał wyjścia 😛

Ruszyłem w stronę Caminito i nagle… zdębiałem! Aż przystanąłem w smutku przeokrutnym!
Shakira kibicuje Barcelonie!!!
Kyrieeleison! Odwołuję cóżem rzekł!
Chociaż nie, ona nie jest zwyczajną kobietą.
No, ufff… Wybrnąłem

W ogóle co to za dzielnica slumsowa? Trochę niepewnie się czułem, ale jednak Caminito chyba warto zobaczyć. Wszak to dzielnica artystyczna!

I gdy zobaczyłem już te domki z daleka odpowiedź była jasna – warto.
Kolorowe domki ciasno ułożone jeden obok drugiego, liczne rzeźby, obrazy i wall-paintingi. A dodatkowo w powietrzu dźwięki tango  milonga. Tak, oto artystyczny klimat Argentyny.

1-buenos-aires-154

Choć to artyści raczej z marginesu, łotrzyki, rzezimieszki, chuligani, nicponie.
Gagatki, hultaje, urwipołcie, ananasy.
Ancymony, filuty, drapichrusty.
Huncwoty, łobuziaki i gałgany.
Rozrabiaki, psotniki i szubrawcy.
Ach, kocham bogactwo języka polskiego!

1-buenos-aires-161

W każdym razie zaczęło się ściemniać i klimat zrobił się bardziej niebezpieczny, niż artystyczny. Przy maszynach portowych zaczęły gromadzić się męty różnego kalibru, a kafejki pustoszały. Tak, słońce już zaszło, więc wprowadziłem w czym spierdalactwo. Szedłem przez takowe dzielnice i ulice, że naprawdę ciągle obracałem się za siebie.

Okazało się, że takie Buenos jest bezpieczniejsze od Rio, bo bez problemów dotarłem do ul. Defenssa, a to już moje rejony, które znam. Sprawdziłem tylko w Macu jak smakuje argentynski Big Mac (całkiem ok.) i gdy wróciłem do hostelu moi już tam byli.

Zrobiliśmy kolację i winko do tego i pojawiła się propozycja, by iść potańczyć.
1. Byłem nieco zmęczony tym całodziennym łażeniem.
2. Impreza okazała się być hip hopową, więc zrezygnowałem i poszedłem spać.
Nie byłem nawet spotkać się z moją piękną Sari.
Smutex.

 

INFO PRAKTYCZNE
QUERANDI
ul. Peru 322
ceny za tango show od 41 USD do 225 USD

BOCA JUNIORS STADIUM 

wejście na tour – 180 p.

Można płacić kartą.

CAMINITO

Samą dzielnicę można zwiedzać za darmo,

ale proponuję w dzień.

Po zmroku zbierają się tam podejrzane osoby.

« (Previous Post)


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

© 2021: Polak w podróży | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress