To musiało się zdarzyć – krach i plusk i już w rzece

Pobudka bez śniegu w środku namiotu, co jest dziwne, bo bardzo zimna noc była i dosyć duży wiatr.
Ale letni namiot wytrzymał. (co nas w ogóle siekło, żeby zimą w Himy brać letni namiot?)
Kaszka na śniadanie i dalej marsz w stronę Tilatu. Niestety, rzeka zmieniła pokrywę lodową przez te 2 tygodnie, szukaliśmy przejścia i… najpierw do rzeki wpadłem ja, potem Agna. Tak po prostu, bez żadnego ostrzeżenia stopniowo pękającego lodu czy jakiegokolwiek głuchego dźwięku.

Pisałem o nich TUTAJ:)

Zanskar – Pierwszy dzień na rzece [VIDEO]

Całe szczęście było to niedaleko brzegu, nurtu prawie nie było, więc nie wciągnął nas pod lód i zdołaliśmy wyjść. Ale buty i spodnie zaczęły nam zamarzać w dosyć szybkim tempie, przez co samo chodzenie stawało się trudniejsze.
A najgorsze było to, że trzeba było się dostać na drugi brzeg.
Niedaleko był jednak wodospad z płynną wodą, a nie lodem, a to oznaczało kamienie i skały. Doszliśmy więc do niego, lecz kiedy pokonywaliśmy go w poprzek do butów nalało mi się więcej wody. Odmrożone buty i spodnie znowu zaczęły zamarzać, tym razem bardziej nasiąknięte. Miałem wrażenie, że idę z kostkami lodu w butach. (właściwie pewnie tak było).

Udało nam się przekroczyć rzekę kilkadziesiąt metrów dalej.

Szedłem powoli – może wystraszony tym, co się stało, a może po prostu nie umiałem sprawnie ruszać sztywnymi stopami? Ale trzeba było iść.

Potem to już było mechaniczne przemieszczanie się.

Kiedy doszliśmy do miejsca, gdzie planowaliśmy rozłożyć obóz okazało się, że… jest tylu ludzi, iż nie ma dla nas nawet kilku metrów kwadratowych na rozbicie namiotów!
Skąd oni tu się wzięli?
Aż tylu?
No tak, przecież byliśmy tylko dzień drogi od Tilatu.
Tu już robi się tłoczno.

Nie pozostało nam więc nic innego, jak iść dalej. Kolejna godzina marszu sprawiła, że krew w żyłach stóp powoli zaczynała krążyć i wracało czucie. Co nie znaczy, że buty wyschły.

Znaleźliśmy jaskinię dla Szerpów i mały placyk dla nas pod namioty. Ciasno, ale bez tłumów.

Potem kolacja i… ostatnia noc w namiocie.

Siedząc tak wewnątrz po tym załamie lodu i wpadnięciu do wody próbowaliśmy suszyć buty nad MRSem. Cierpliwie trzymaliśmy nad ogniem ponad pół godziny i nie zmieniło się w ich lodowej mokrości nic, więc stwierdziliśmy, że MRS nie ma sensu.
Nim odbyliśmy cowieczorną ceremonię przygotowania do snu buty znów zamarzły na kość [kość zamarza?]. Wsadziliśmy więc do nich ogrzewacze chemiczne.
Też zamarzły.
Nie pozostało nic innego, jak zasnąć ze świadomością, że jutro trzeba będzie wsadzić stopy w dwie bryły lodu i tak iść przez kilka godzin przed siebie…

(Next Post) »


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

© 2018: Nietu | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress