Z Rio do Porto Alegre

Budzik nastawiłem na piątą, a obudziłem się godzinę wcześniej. Do hostelu zaczęli schodzić ludzie z nocnych eskapad. Wiedziałem, że z nimi nie powinienem pójść, bo kto wie gdzie moglibyśmy skończyć? Zdążyłem jeszcze z niektórymi pogadać, pożegnałem się z Klemensem, po czym po 5:00 wyszedłem na autobus.

Zasada brazylijska, mówiąca o tym, żeby nie być pewnym niczego, gdyż Brazylijczycy mają wyjebane – sprawdziła się.
[mówiąc „wyjebane” mam na myśli oczywiście jakże zacnie okazaną ignorancję do wszelakich przepisów, zasad i terminarzy, jednakowoż to słowo oddaje ich podejście najlepiej].
W necie napisali, że autobus 2018 jeździ co 30 min. lub co 60 min. No spoko, tylko że ja muszę się dostać na Galeão International Airport na wyspie Governador. To kawał drogi stąd. Niby mam zaoszczędzoną godzinę, ale cóż… jednak jest niedziela. Stoję na przystanku. Oprócz mnie jeden facet. Ciemno. Taki klimat trochę jak z przystanku Megabusa w Philadelphii tam na peryferiach za dworcem kolejowym. Zaczyna padać.
Jeśli przeoczę autobus – pojedzie.
Jeśli nie zdążę machnąć – pojedzie.
Jeśli machnę, a kierowca nie zauważy – pojedzie.
Stoję.
Patrzę.
Czas leci.
Auta śmigają, ale na przystanek zaczynają podjeżdżać inne autobusy. Niektóre z nich nie zatrzymują się, tylko z dużą prędkością pędzą dalej. Wypatruję 2018.

Mija 7:00.
Ja nadal stoję. Zbiera się więcej osób. Ale jeszcze ciemno. Wszak to zima tutaj. Zaczynam się zastanawiać ile będzie kosztowała taksówka na lotnisko. Czy w ogóle mam tyle, skoro tu chleb nawet taki drogi? Na lotnisku mam być maksymalnie o 8:45, żeby zdążyć wszystko załatwić. Będzie powtórka z Sao Paulo? Przecież mam przejechać przez całe Rio de Janeiro!
7:30.
Jedzie! Nie spieprz tego, Grześ! – myślę sobie i zaczynam wymachiwać kończynami górnemi swemi, jakby mnie atakowała chmara komarów.
Jest! Zatrzymał się! Deo gratias!

Wsiadłem i zająłem miejsce tuż przy szybie. Jadąc na lotnisko patrzyłem jak dzień wstaje nad Rio. Ostatnie spojrzenie na Chrystusa. Szkoda, że codziennie patrzy na tak skażone przestępczością miasto. Ale miło było tu być. Obok Niego też. I pod Nim…

O tym jak wchodziłem pod pomnik Chrystusa piszę tutaj:

Christo Redentor, czyli jak nie wchodzić największą atrakcję Rio de Janeiro

Reszta to standard: check in, kontrola, śniadanie na lotnisku i praca w oczekiwaniu na boarding.

W samolocie siedziałem sam. Dwa miejsca obok mnie kusiły swoim jestestwem, wskutek czego naiwnie pomyślałem, że się kimnę. Ale niestety, podłokietniki nie pozwoliły na rozwalenie się na całej długości. TakPassengers shaming! Nie szkodzi. Mam już wprawę w spaniu w samolocie. Włączyłem zatem przed startem „Mountains” z „Interstellar” i wzniosłem się w powietrze idealnie w rytm muzyki.
Piękne! Czy Zimmer wiedział, że tworzy dla mnie soundtrack do startów?

Aż wylądowałem.
A więc to teraz, zaraz spotkam tych niesamowitych ludzi, których poznałem rok temu w Hollywood! To niesamowite jak działa ten wszechświat: spotykasz na swojej drodze osoby, z którymi od razu załapujesz kontakt, po prostu znajomość pyka, zaskakuje na swoje miejsce, dogadujecie się i możecie spędzać ze sobą czas godzinami i nie nudzicie się. A jednocześnie nie ma takiej krępacji i niepewności: swoboda, wolność, przyjaźń i… margarita w kubańskim klubie podczas happy hours na Hollywood Boulevard prawie u podnóża słynnego napisu HOLLYWOOD!
Mistrzostwo!
To właśnie dzięki nim jestem tu w Brazylii.
To właśnie dzięki Nim…

Po odebraniu bagaży wyszedłem na zewnątrz, a tam dwie mordki kochane uśmiechnięte stały z kartką „Welcome Grzegorz Podsiadlo”. Świetni są! Genialnie było ich zobaczyć po roku! Baiano i Cassinara, najlepsi Brazylijczycy jakich poznałem w życiu.

Pojechaliśmy metrem do nich do mieszkania, które znajduje się na 6-tym piętrze tuż przy wielopasmówce. Tak, Porto Alegre to duże miasto. W końcu to stolica stanu Rio Grande do Sul!  Baiano zrobił obiad, a potem zaczęliśmy nadrabiać zaległości rozmowne, jakby akurat było możliwe nadgonić miniony rok.

Od słowa do słowa i… znaleźliśmy się na dworcu autobusowym. 30 minut później mieliśmy już w ręku bilety do… Buenos Aires!
O tempora! O mores!
Kocham takie spontany! Co prawda wcześniej mówiłem Cassi o tym, że mógłbym tam skoczyć, ale okazało się, że oni mogą jechać ze mną i jedziemy razem. No i jakżesz tu nie kochać życia? Wystarczy tylko otworzyć się na przygody i… nie zawsze wszystko planować.

Zapłaciłem za nas wszystkich kartą, a wieczorem poszliśmy w teren. Mijając park rozrywki doszliśmy do Parku Farroupilha, przy którym znajduje się łuk triumfalny oraz fontanna.

1-4-porto-alegre-8           1-4-porto-alegre-10

To arcyzacna lecz południowa część Brazylii. Tu już czuć zimę – wieczorem było ok. 10’C. Zatem rękawiczki, street food i rozgrzewanie wożoną przeze mnie pół miesiąca Soplicą orzechową przez całą Brazi.

– Co chcesz, abym przywiózł Ci z Polski? – zapytałem przed wylotem Cassi.

– Jakieś charakterystyczny dla Polski alkohol. – padła odpowiedź.

Wziąłem zatem Soplicę orzechową, Żubrówkę z trawą i jedno piwko. I tak woziłem te butelki po Rzymach, Madrytach, Sao Paulach, Salvadorach i Riach [Riach?]. Ale orzechówka zasmakowała, a jakże! Potem piwko na ławce. Wszak w Brazi można pić na ulicy, jest to legalne. […]

Potem spotkanie z przyjaciółką Cassi – Velaską. Posiedzieliśmy w knajpce i wróciliśmy do domu. […]

INFO PRAKTYCZNE

Galeão International Airport [inaczej zwany Tom Jobim] – dojazd autobusem 2018.

Jeśli złapie się autobus na przystanku wzdłuż trasy, którą on jedzie

to potem nie ma problemu z dotarciem na lotnisko.

Trzeba tylko wziąć pod uwagę fakt, że jedzie się długo

[w zależności od miejsca wsiadania].

Dojazd z lotniska w Porto Alegre do centrum najlepszy jest metrem,

choć właściwie bardziej przypomina to pociąg.

Dojeżdża on do dworca głównego, na którym także jest dworzec autobusowy.

W kasach raczej nie dogadacie się po angielsku,

zdecydowanie ułatwia sprawę znajomość języka portugalskiego.

Nie miałem żadnych problemów z płatnością kartą Master Card.

Na biletach dalekobieżnych od razu macie podany numer miejsca,

który przydzielono Wam w autobusie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

© 2019: Nietu | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress