Zamkowe rozważania na Bornholmie

Zupełnie przypadkowo 40. dzień przeznaczyłem na resting. Oni pojechali w teren, ja siedzę przy gospodarstwie, ładuję baterie i uzupełniam notatki. Potem skoczę do miasta, na plażę, zobaczyć klify.

Wczoraj trąba powietrzna nad Bałtykiem. Niezły widok. Choć trochę przerażający. Ale nie dotarła do wyspy.

Odpoczynek. Koniecznie. Bo się zajadę [dosłownie!].

Brzuszek znów działa fajnie i zadowalająco. Nie wiem co jest przyczyną jego szaleństw. Może faktycznie do lekarza pójść?

Teraz jest dobrze.

Dziękuję.

Niesamowite to jest, to olbrzymie zaufanie Duńczyków do ludzi. Przez te dni po drodze mijaliśmy takie stragany stojące przy ulicach. Można było na nich kupić dżemy, pomidory, śliwki, jabłka, ziemniaki itp. Były też sklepy garażowe, takie wystawki, gdzie po prostu w otwartym garażu wystawione były rzeczy do sprzedaży. I nie było właścicieli. Towar wyceniony, obok puszka, napis: „proszę wrzucić należną kwotę” i… tyle. Naprawdę takie zaufanie to rzadkość. Ale strach mnie bierze, tu tylu Polaków. Jakżesz być nieuczciwym w kontekście takiego zaufania do ludzi?

DSCN2047

Tak samo na campingu: opłaty za prysznic do miseczki, w której pieniądze leżały luzem. Za nocleg podobnie.

Zaufanie.

Kiedyś zwątpiłem w to, że zaufanie rodzi zaufanie. Trzeba być cholernie ostrożnym komu się ufa. A tu się ufa. Tu się uśmiecha do ludzi, a nie patrzy na nich krzywo.

Tęsknię do takiego mnie.

Ostatnie lata uczyłem się jak być chujem dla ludzi. W końcu tyle razy dostałem po dupie, tyle razy mnie wykorzystywano, tyle razy pamiętano o mnie, gdy potrzebowali pomocy. I co wybrać? Bezpieczne, choć nieudolne zupełnie u mnie bycie chujem? Czy zaufanie w otwartość na ludzi?  To pierwsze bezpieczniejsze. Ale to drugie bardziej mi się przydało na tym tripie.

Zdecydowanie.

Popołudnie.

Siedzę na ruinach Hammerhud.

DSCN2172

Widać stąd Danię, tę na kontynencie. Albo Szwecję?

Wieje. Przestrzeń Bałtyku.

I klify.

Udostępniane są za darmo. Ciekawe jak prezentują się od strony morza?

W tle statki. Słońce na wodzie. Szum fal.

I klify.

Wcześniej znów byłem w Allinge, a potem w Sandvig.

Malutkie mieściny z kolorowymi domkami i skałami do plaży.

A tu nie ma plaż. Są klify.

DSCN2155

I owce.

Piękno.

Podobno tutejsze żubry sprowadzone zostały z Polski.

Czy dogadałbym się z -ą.?

Nie widać stąd Polski.

Jedźmy, nikt nie woła.

Nie przeliczać. Tego się nauczyłem podczas moich licznych podróży. I nie żałować na siebie.

Knajpka na końcu wioski, tuż przy samym skraju skarpy. Tu wędzona ryba po bornholmsku polecana przez samą panią za barem [ładna!]. Facet to jednak głupi jest: ładna pani poleciła rybę to Grzechu ją kupił. Tsss…

Trafiła w mój gust. Drobne ości, prawdziwe wędzenie, a nie jakiś płyn wędzarniczy czy aromat, do tego czarny chleb, masło, cebula ze szczypiorkiem, rzodkiew, sałata i sos nie-do-zidentyfikowania [dyniowy?]. Pyszne! I tylko 49 DKK. Plus Tuborg [za drugie tyle]. Wczoraj był oryginalny Carlsberg, który faktycznie smakuje inaczej, niż w Polszy. A to wszystko z widokiem na północny Bałtyk. Na wprost tylko Skandynawia.

DSCN2174

Chciałem wysłać kartki, ale… czy mi ktoś wysyła? Ostatnią kartkę dostałem od Agny z wyprawy na Broad Peak Middle.

Założyłem muzykę na uszy. Ryba już w brzuszku. Teraz tylko piwo, rower, ja i ta przestrzeń morska. Przez ten ból kolan chyba Tatry odpadają. Czyżby było tak, że zaliczam w tym roku wody [Atlantyk, Śródziemne, Bałtyk, Douro w Porto, Rio Tejo w Lizbonie, Sekwana w Paryżu czy kanały Navigli w Mediolanie], a nie góry?

To życie na Bornholmie wydaje się leniwe. Płynie bardzo powoli, jakby ludzie nie mieli tu zmartwień. Żyją wg praw natury, otwarci i ufni.

Brakuje mi ludzkiej dobroci, bezinteresowności i życzliwości – tak na co dzień.

Kurwa.

Muzyka na uszach – ta moja – piwo – i ten klimat – KOCHAM!!!

Ale teraz uaktywniają mi się setki myśli, niekoniecznie pozytywnych. Ludzie to chuje jednak. Może dlatego mi brakuje tej prostoty życia, bez kombinacji i patrzenia, by wyjść na swoje, nawet kosztem przyjaciela? Dlaczego ludzie tak robią…?

Pójdę do sklepu po kolejne piwo i siądę gdzieś na skałach. Miałem wracać, ale po co wracać, jak można nie wracać?

I piszę z -ą.

Wciąż -a. od tylu lat

Zmarnowane szanse.

Na bezpowrót.

Za późno już.

Za późno.

Piwo na kamieniach tuż przy brzegu. Woda spokojna. I we mnie zrobiło się spokojniej.

Słońce chyli się ku zachodowi. Z zamku pewnie pięknie widać zachód.

Ale nie wracam tam już.

Piwo i czekolada z marcepanem.

Lubię marcepan.

Po 20.00.

Ja już w obozie.

Gdy przyjechałem był już Piotr. Zrobiliśmy Tuborga. On poszedł pod prysznic, a ja przygotowałem ognisko, drewno ułożyłem w stosik.

Lubię ogniska.

Czy można być zmęczonym, wyczerpanym wręcz, bez nie przespanej w pełni i spokoju nocy od 40 dni – i być szczęśliwym?

Teraz wino. Liebfraumilch. To samo, co wczoraj. Z Matką Boską na etykiecie Mój Ty Panie Boże, kto robi takie wina? Nazywane mlekiem zresztą…

Jakoś mam rękę do wybierania tanich niemieckich dobrych win.

Jeszcze ognisko nie zaczęło płonąć, a ja już mam dobrze. Inke była piękna: długie blond włosy, ładna figura. Taka Inke z Bornholmu. Mógłbym tu z nią zamieszkać…

Wiersz.
gdzie jest wiersz?

Z namiotu obok nieznany mi człek:

„Bartek, weź podaj mi ognia, co nie?”

C’nie?

A weź.

INFO PRAKTYCZNE

Wstęp na zamek Hammerhud jest bezpłatny.
Warto z tego skorzystać,
bo same ruiny, choć bardzo podobne do innych ruin średniowiecznych zamków, osadzone są na skalistych zboczach.
A widok z nich zacny.
Wystawy przy zamku opatrzone są opisami także w języku polskim.

Warto zwiedzić także małe mieściny Allinge i Sandvig,
ich urokliwe kolorowe domki mają niesamowity klimat.
Polecam koniecznie wędzoną rybę w jednej z wędzarni
[poznacie ją po kominie [patrz obrazek niżej].

DSCN2129

Cena takiego zestawu: 49 DKK.
Niestety, drugie tyle trzeba dać za piwo.
Koniecznie spróbujcie duńskiego Carlsberga,
w porównaniu do niego polska wersja to zlewki.

3 ZAMEK Bornholm


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

© 2019: Nietu | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress