Zawsze jest miejsce na podsumowanie

Jakoś po 6 rano.
Obudził mnie imam [w mieście buddyjskim?], chwilę potem wstał Franz, bo jechał na lotnisko. Miał inny lot, my lecieliśmy do Delhi późniejszym samolotem. Ale spania już nie było.

Słucham muzyczki na jedno ucho, bo drugi kabelek zamarzł i się złamał.
Agna śpi. Wyrobiła w sobie niesamowitą zdolność spania w miejscach zupełnie do tego nie przystosowanych. A ja, pomimo tego, że sypiałem już w różnych konstelacjach i płaszczyznach, w różnych temperaturach i na różnych wysokościach – jednak tak nie potrafię.

Wczoraj wieczorem świętowaliśmy zakończenie wyprawy. Rumem. A kiedy się skończył to… wypiliśmy nasze prezenty, które miały być do Polski.
Polacy…

Teraz jeszcze siedzę trochę w śpiworze i zaraz zacznę się pakować. Dziś była najcieplejsza noc – miałem tylko dwie warstwy ubrań na sobie. A może to przez rozgrzewanie się od środka?

Popołudniu będziemy już w Delhi. Plan jest taki, bym  zwiedzał sam 17-milionową stolicę Indii.

Powoli robi się jasno.

Spoglądam za okno i myślę co mi dała ta wyprawa?

Przede wszystkim utwierdzenie, że marzenia można zrealizować – jakkolwiek trywialnie to brzmi. Przeświadczenie, że ich realizacja często przychodzi niespodziewanie, a świat cały uwikłany jest w jakąś sieć powiązań, zależności i następstw. Tak, trzeba być świadomym, że pewne kroki przynoszą jakieś konsekwencje. Zobaczyłem, że jestem w stanie przetrwać jeszcze bardziej ekstremalne warunki, niż te, których doświadczyłem przed Himalajami.

Jednocześnie zobaczyłem w jakich warunkach ludzie egzystują na co dzień. Rzeczy materialne – znów trywializm – nie mają większego znaczenia. To, na co zbierałem do wyprawy i kosztowało kilkaset zł., na samej wyprawie jest rzeczą jedynie praktyczną, użytkową, którą bardzo szybko można stracić.
Więc po co gromadzić rzeczy?
Po powrocie zacznę pozbywać się z mieszkania tego, czego nie używałem przez przynajmniej rok. Bo po co mieć coś i tego nie używać?

Jedzenie? Nigdy raczej nie wybrzydzałem, jeśli chodzi o jedzenie [stąd dziwi mnie, że Iza myśli inaczej?], było to raczej uwarunkowane tym, że po jednych produktach bolał mnie brzuch, a po innych nie. Ale skoro tęsknię już za kanapką z pasztetem to coś w tym musi być.

Wyprawa pokazała mi także kto z otaczających mnie ludzi ma prawdziwą wartość, a kto pojawia się tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebuje ode mnie. Weryfikacja znajomości czasem okazuje się  najtrudniejszą z rzeczy, ale czyż nie pokazywał tego i Blanc i Elbrus? Ludzie, z którymi jestem na wyprawie to wielkie indywidualności: z jednej strony kochają góry tak bardzo, że żyć bez nich nie mogą, a z drugiej są społecznikami, dobro innych kładąc często przed swoim.
Skądś to znam?
Iza mówi na mnie Judym. Judym – niestety, chyba w tonacji ironicznej. Judym – altruista, czyli Judym – naiwniak? Debil, który wciąż odkłada prywatne szczęście nad szczęście innych? Ale co, jeśli sprawianie, że inni są szczęśliwi, rozwijają się, ewoluują – daje Judymowi satysfakcję nieporównywalną z niczym?

Himalaje były ekstremalne nie technicznie, ale wytrzymałościowo. A ja się utwierdziłem w tym, że nie zrezygnuję z tego. Czasem wkurzam się na siebie idąc ósmą godzinę z kilkudziesięcioma kilogramami na plecach, zatapiając się po kolana w śniegu, smagany wiatrem – co ja tu kurwa robię??? Czyż nie lepiej byłoby siedzieć w ciepłym domku pod kołderką?
A no najwyraźniej nie, od tylu lat już nie.

A ludzie?
Mało kto to rozumie. Co będzie po powrocie – nie wiem. Zostaną ci, którzy byli, czy szykują się zmiany? Podskórne odczucia? Wiatr ze wschodu, oczyszczający relacje? Czy stagnacja na wszechmiar monotonna? Nieodebrane telefony lub właśnie te odebrane zrobiły swoje.

Cieszę się, że nie nagłośniliśmy tej międzynarodowej wyprawy. Miałem tu ze sobą flagę Krapkowic, ale wyciągnąłem ją tylko raz i…odłożyłem, schowałem do plecaka, a potem zostawiłem w depozycie. Nie po tym, co przewodniczący rady zrobił. Ludziom się przypomina, że „jestem jednym z nich”, jestem „od nich”, gdy osiągam sukcesy, gdy biorę udział w wymianie z ekipą ze Stanów, a oni mówią pod moim adresem tylko komplementy, gdy dostaję nagrodę od prezydenta, czy właśnie gdy zdobędę Blanca z flagą mojego miasta – wtedy jestem reprezentantem „ich”, wtedy promuję miasto.
Nie, to już nie dla mnie.
Hipokryzji nie trawię tak samo, jak spóźniania się. Dlatego cieszę się, że to przeszło prawie niezauważalnie. Tak, powolny wycof z życia publicznego, by w końcu zostawić to wszystko za sobą i zamienić na inny teren, bardziej npm.

Praca?
Czyżby przestała sprawiać mi satysfakcję? Przez jednego człowieka? Kiedyś to nie mogłem z niej wyjść, pracowałem nawet po 36h non stop – i sprawiało mi to radość przeogromną, bo i byli ludzie, dla których było warto. Teraz… ech… jedni tylko tacy są, moje młotki, o których nawet tu zdarzało mi się myśleć. Sądzę, że będę mógł z nimi zrobić wiele kreatywnych rzeczy. O ile nie będę blokowany…

Czy ktoś w ogóle ucieszy się z tego, że wracam?

Karolina mówiła przed wyprawą, że przekazała Ekipie, tym moim od lat kilkunastu najbliższym rzekomo przyjaciołom od serca niby, tym, którzy… ech… przekazała, że dzień przed moim wylotem na wyprawę w Himalaje robią dla mnie takie spotkanie pożegnalne. Nie przyszedł z nich nikt, gdyż – ? – ja ich osobiście nie zaprosiłem na to spotkanie pożegnalne. A to przecież miała być dla mnie niespodzianka.
I chuj.
Wypięli się…
W ogóle … aj, zresztą. Nie chce mi się znów wracać do tego. Ułożyłem sobie wszystko w głowie. Nic na siłę. Kończy się włażenie ludziom w dupę, uszczęśliwianie na siłę, proponowanie rzeczy, których sami nigdy nie zaproponują, koniec znajomości jednostronnych [przyjaźnie zawsze działają w dwie strony] i przepraszanie za coś, czego nie zrobiłem, albo za coś, do czego sam doszedłem.

Po co ja to zapisuję???

15:34

Już z włączoną komórką w Delhi. Z -20’C przeskoczyliśmy w ciągu 1,5h na +20’C. Czterdzieści stopni różnicy dało się odczuć od razu po wystawieniu nogi z samolotu na schodki.

Zaraz wybywamy w miasto.

Prysznic to piękna sprawa…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

© 2019: Nietu | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress