Na krańcu Europy – Cascais

Dzień 17

I tak jest zawsze.

Podsiadło jeszcze się nie nauczył na takich tripach, żeby nie mówić: „Wrócę do hostelu i pójdę spać”. No nie nauczył się.

Wróciłem.

Po drodze kupiłem wino do kolacji. W kuchni były dwie dziewczyny, siedziały sobie przy stole, a ja gotowałem jedzonko. Przysiadłem się do nich i tak się zaczęło.
Z Dianą [Portugalka z Madery] i Sabine [Holenderka] nie dość, że zrobiliśmy całe wino to wylądowaliśmy w jakiejś imprezowej dzielnicy Lizbony. Ok. 20min. metrem. I taki mały clubbing. […]
Gdzieś indziej [dziwne słowo: indziej] drink, który „You should taste” [jako rzekła Diana]. A że nie pijam drinków, jednakowoż sentyment jakiś do tego imienia mam, piłem co podsuwała. No i poszło. Baaaaaaardzo fajna noc. 🙂

Mnóstwo ludzi w nocnej dzielnicy Lizby, można rzec, że nawet tłok. Jak tam wytrzymują rodowici mieszkańcy? Dobra zabawa, nauka portugalskiego [Obregado!], klimat jak ze „Smaku życia”. Tylko, że… trzeba kiedyś było wrócić. Metro już nie jeździło, więc z buta przez pół Lizby. Tu przystanek […] i pełno śmiechu. Nie wiem o której wróciliśmy do hostelu. Sabine poszła spać, a ja jeszcze zostałem z Dianą w kuchni.
………………………..

Obudziłem się 50 min. przed oddaniem pryczy.

Toaleta, szybki pack, zostawiłem plecaczor i jadę do Cascais, stacja tuż za Monte Estroille. Studnia do piekła. I dochodzenie na plaży.

Don’t go to Losboa, Lisboa makes You wasted.

You should try!

I’m here!

Studnia do piekła. Głuche dźwięki, jakby tąpnięcia, mieszane z szumem rozbijających się o skały fal.

Klify.

Wybrzeże z klifów.

I dziura w jednym z nich.

Bocco de Inferno.

7. cascais (9)

Na górze na tarasie widokowym tłoczą się ludzie. Kilka metrów dalej obok były schody nie zrobione przez naturę, co oznacza, że dla ludzi. Zszedłem niżej. I oto jestem jakieś 4m nad poziomem wody, widok na dziurę piekielną przedni.

7. cascais (8)Sam.

Tłum pozostał na górze.

Cień. Cudownie, że tu przyjechałem. Lubię takie boczne miejsca od tych tzw. atrakcji turystycznych.
Jak Pavia obok Mediolanu.

Wieje. Pękają mi pięty. Łydka. Bez Gombro tu. Łydki.

Keep calm and listen to Inferno.

Będąc w Hiszpie i Portugalii nauczyłem się łamać zasady ruchu drogowego. Tu każdy łazi jak chce, parkuje na przejściu dla pieszych lub na zakręcie, a czerwone i zielone nie istnieją dla przechodniów. A myślałem, że po Marrakeszu i Delhi nic mnie nie zdziwi.

Ilekroć komukolwiek opowiadam o moim tripie – są uradowani. A gdy dodaję cenę za siedem przelotów – 705 zł – nie wierzą. Ale zgodnie przyznają, że jestem w tym dobry. Wczoraj otrzymałem od Chińczyków poznanych zaszczytny tytuł Mistrza Taniego Podróżowania: Cheep-Trip Master.

Najs.

7. cascais (15)

…sławię błogo cię…

Znalazłem kolejną wspaniałą miejscówkę, nad samą wodą, skała w cieniu, przygotowane wdojenie poddupne i nieostre oparcie na plecy. To wyjątek, bo na klifach, gdzie trochę się wspinałem skała była tak ostra, że raniła palce. I znalazłem też jaskinię, którą oczywiście spenetrowałem.
Teraz tu przyjemne miejsce.

No need to run and hide

It’s a wonderful, wonderful life!

Pan na plaży złapał kraba.

To mi przypomina o tym, że trzeba będzie zaraz iść zjeść jakiś owoc morza.

Dlaczego mięso to owoc?

7. cascais (18)No i restauracja. Grillowanie kalmary i ośmiorniczki z ziemniakami [tak, tak!] i sałatką, a do tego sok ze świeżo wyciśniętych pomarańczy [uwielbiam!].

I Polacy kilka stolików dalej.

Po posiłku powoli będę się kierował w stronę Lizby. Tam po plecaczor, pewnie jeszcze do centrum, choć nie wiem – i na lotnisko. Przedostatnia noc na lotnisku.

Jeszcze będę spał w Paryżu w porcie lotniczym.

Cieszę się, że przyjechałem do Cascais. Ale powoli muszę się kierować na wschód Europy. Tu kontynent się kończy. A to dopiero [już?] 17ty dzień tripu. Jeszcze 29 dni w drodze. Mam nadzieję, że będę miał siły na objazdówkę po Bornholmie.

Wieczór.

Już na lotnisku. 7h do zamknięcia bramek. Klima wciąż działa, więc trochę zimno. Więcej tu takich, którzy koczują czekając na samolot.

W drodze powrotnej poleżałem jeszcze trochę na miejskiej plaży.

Poczytałem nieco o Paryżu. Zastanawiam się nad kartą Paris Pass Museum na 4 dni, skoro w Luwrze mam spędzić cały dzień boży cały. Tyle tam jest miejsc do zobaczenia…

Jutro dzień rozruchu + pewnie Montmartre. A od dnia następnego czterodniowy tour po atrakcjach Paryża. I ostatni dzień bardziej lajtowy. I ostatnia noc gdzieś pod gołym niebem, na ławce jakiejś pod Eifflą może… A potem Wawa na dwa dni.

Zaczyna mi się chcieć spać.

7. cascais (4)

INFO PRAKTYCZNE

Dojazd z Lizbony do Cascais nie jest skomplikowany.
Z głównego dworca [Cais do Sodre] odchodzą pociągi do tej miejscowości.
Jest ich dużo, nawet cztery na godzinę.

Koszt – 2,15e w jedną stronę.

Po drodze przepiękne widoki na morze.
Cascais oddalone jest od Lizbony jakieś 30km i przyznać trzeba,
że nie należy do najtańszych.
Ale spokojnie można trybem ekonomicznym spędzić cały dzień nie wydając ani centa [pod warunkiem oczywiście, że lubimy chodzić].

Dojście do Bocco de Inferno zajmuje trochę czasu,
ale warto się przejść wzdłuż skalistych brzegów.
Trzeba tylko uważać, aby nie wpaść do szczeliny.
Dosyć swobodnie chodzą sobie tam jaszczury i kraby,
jednak nie trzeba się ich obawiać, o ile ich nie zdenerwujemy.

Wspinaczka na skałach jest zabroniona
i co trochę można uraczyć ostrzeżenia o niebezpieczeństwie.
Ale skała dobrze trzyma, jednak rani palce.
Dużo dobrych chwytów i cały wachlarz trudności dróg,
miejscami krucha, odpadająca skała.

Podobnie trzeba uważać podczas schodzenia do szczelin i wywierzysk skalnych. Jest ich trochę, ale nie są za duże. Dają jednak przyjemny cień i wilgoć
[uwaga na śliskie skały!]

Obiad w restauracji z przepięknym widokiem – 8-30e.
Ja oczywiście wybrałem najtańszą, ale jakże smaczną! – wersję.

W samym Cascais mnóstwo jest urokliwych zaułków,
dlatego zdecydowanie polecam zwiedzanie piechotką.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

© 2021: Polak w podróży | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress