Powrót na plażę i najcudniejszy zachód słońca w Brazylii

O poprzednim dniu pisałem tutaj:

Na plaży do Farol da Barra przygód co niemiara

Została odkryta tajemnica strzałów. Dużo czytałem o bezpieczeństwie w Salvadorze, aż tu drugiego dnia słyszę strzały. Rozejrzałem się i nie wiem czy spierdalać czy padać na podłogę. Kolejnego dnia też strzały.

Okazało się, że to sąsiad strzela sobie do ptaków.
Taka rozrywka.

Anyway – wczoraj poszedłem zobaczyć ten barokowy Golden Church. Jenny i Matilde pojechały na plażę, ja poczekałem na Luanne, by pojechać razem się pomoczyć, więc wypełniałem sobie poranek zwiedzając. Lecz bez większej rewelacji. Gdy widziało się przepych Watykanu to wszystkie inne kościoły padają.

Więcej o tym kościele przeczytasz tutaj:

Kościół św. Franciszka i Zakon Franciszkanów, Salvador, Brazylia

Gdy zrobiłem dla nas obiadek to pojechaliśmy na Barrę i my. Z plażą tutaj to jest tak, że lepiej niczego poza ręcznikiem nie brać, bo można to stracić. Kradną na potęgę. Tak też zrobiliśmy: wziąłem tylko ręcznik, wodę i banana. Znaleźliśmy Jenny i Matilde i od razu wskoczyliśmy do wody! Ach, jakaż ona była genialna! Tak ciepłej wody to chyba nigdzie nie miałem. Nie, no na Florydzie też była genialna. I na Majorce. I w Tel Avivie.

Siedziałem w niej całą godzinę aż skóra na palcach mi sfrumkła całkowicie. No i te jeżowce nieszczęsne sprawiały, że pływanie było urozmaicone szybszym biciem serca. Bo oczywiście buty do pływania zostawiłem w hostelu.
A potem błogie leżenie na plaży. Chyba się spaliłem.

Więcej o samej plaży przeczytasz tutaj:

Praia do Farol da Barra, Salvador, Bahia

Gdy powoli nadchodził wieczór poziom wody zaczął się podnosić, a ocean wdzierał się na plażę coraz wyżej. Zmieniliśmy więc miejscówkę i od strony Atlantyku przeszliśmy na stronę zatoki, pod latarnię morską, bo podobno to jedyne miejsce w całej Brazylii, w którym można zobaczyć zachód słońca nad wodą.

Kupiliśmy po drodze Acaradje, miejscowy przysmak: bułka z kus kusa, wypełniona warzywami, dziwnie ciągnącymi się sosami i krewetkami w pancerzach, które je się w całości (6 r). Ok, spróbowałem, zaliczyłem, posmakowałem, ale nie stanie się to moim ulubionym brazylijskim przysmakiem. Zwłaszcza, że krewetki chrupały pod zębami średnio przyjemnie.

O samej latarni przeczytasz tutaj:

Latarnia Farol da Barra, Salvador

Sam zachód słońca w tym miejscu to piękna rzecz. Zeszliśmy niżej na skały, o które rozbijały się fale, a słońce powoli chyliło się ku ziemi, by zajść na czerwono za górami nad wodą.
W chwili gdy słońce zaszło całkowicie – rozległy się brawa.
Spojrzałem na górę, na brzeg skarpy, a tam kilkaset osób stało w podziwie przeogromnym patrząc na ten codzienny, a jednak niesamowity cud natury.
Słońce zaszło, Sursum corda!

Po raz pierwszy spotkałem się z tym, że oto ktoś bije brawo zachodzącemu słońcu.
Pięknie to wszystko wyszło!
Choć chyba słońce się zawstydziło, bo całe czerwone czmychnęło szybko za horyzont.

Wróciliśmy na Pelurinho busem i poszliśmy w miasto. Dołączyła do nas Alex, młoda ładna Niemka, choć po jej akcencie [i wyglądzie! 🙂 ] nigdy nie powiedziałbym, że jest z Niemiec. Jest w półrocznej objazdówce po Ameryce Północnej, była w Peru, Chile, Columbii i Ekwadorze, płynęła Amazonką, a gdy jechała do Salvadoru to okradli ją w autobusie. Taka przygoda.
Wypiliśmy trzy capirinhe i spać.

Następny dzień tutaj:

Kolejne zaskoczenia w Salvadorze. I ostatni wieczór…


Comments are Closed

© 2021: Polak w podróży | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress