Wyjazdy ad hoc zawsze najlepsze – Bratislava

9:11

I znów tu siedzę. Poczekalnia dworca PKP w Opolu. Nasze relacje są zmienne, raz nienawidzę PKP za traktowanie klientów jak źródło kasy, za brak szacunku, opóźnienia pociągów i syf w nich, a raz uwielbiam za możliwość przemieszczania się względnie tanim sposobem. I ten sentymentalny stukot kół i zapach metalu przy oknie, który kojarzy mi się zawsze z wierszami na odwrocie biletów, gdy jeżdżę sam.

Siedzę na ziemi, ale nie wyglądam jak za czasów podróżnych kilka lat temu. Do prądu podłączony laptop [niestety, pracę musiałem zabrać ze sobą. Ale udaje mi się to pogodzić. Gdy byłem 1,5 miesiąca w Stanach to codziennie rano pracowałem po 2 godziny, a potem zwiedzałem. Wszystko się da 🙂 ], choć zawsze tak bardzo się zaklinałem, że nie pozwolę technologii wkroczyć w moje życie. Stara Nokia tego była dowodem. W USA strasznie się ze mnie śmiali, z takim pobłażaniem i poczciwością dla mojego uwielbienia do vintage’u. Ale jednak obiektywnie muszę przyznać, że to wiele ułatwia, ten dostęp do Internetu i możliwość zabrania pracy ze sobą. Dzięki temu mogę podróżować, a to dla mnie priorytet.

Nie mam pojęcia jak będzie wyglądało uzupełnianie tych wpisów tutaj. Dotychczas zawsze miałem ze sobą zeszyt, w którym robiłem notatki [teraz też mam, ten zakupiony w Nowym Jorku], a potem je przepisywałem do WORDa. Teraz mogę pisać od razu zaoszczędzając czas. Archiwum zeszytowe mam zacne, czyżby teraz archiwum było tylko w sieci? Jak prowadzić te wpisy? Jak to pogodzić? Aktualizować godzinowo wpisy? Czy nie? Zobaczymy, bo to w zasadzie pierwszy raz tak będę na bieżąco wrzucał to od razu do neta. Tylko czy ktoś chce mnie czytać?

Siedzę na zimnej ziemi, przy kontakcie. Wczoraj cholernie długi dzień. Najpierw praca, wieczorem Klub Filmowy w KDK, na którym nie mogłem zostać do końca, a potem spotkanie z ludźmi z pracy. Dotychczas spotykali się w jakiejś kawiarni, teraz zaproponowałem kręgle. I podobało się.

A na KWFie graliśmy m.in. „Poznajcie Harolda”. Ależ ja uwielbiam skandynawski humor! W ogóle sama idea na film niezła: stary wyrobnik mebli bankrutuje przez nowy oddział IKEA i postanawia porwać właściciela sieciówki. Ale jak to jest nakręcone! Jakie dialogi! Tragedie [postać matki! smutna, przejmująca, żyjąca przeszłością] z komizmem, niespieszna praca kamery, no i Skandynawia. A może tam zamieszkać? Ta, z uchodźcami. Wkręcę się jako jeden z nich.

W każdym razie w drugą stronę jadę. Czekam na pociąg do Katowic, skąd jadę do… Bratysławy. To zawsze jest fajne, że ja nigdy nie wiem gdzie pojadę, bo kierunki dyktują mi przede wszystkim tanie bilety. Znalazłem z Katowic za 60zł. No to jakżesz tu nie skorzystać?
Więc korzystam.

11:51

Siedzę na dworcu PKP w Katowicach. To, co jest teraz, a to, co było kiedyś to zupełnie dwa światy. Teraz można tu posiedzieć, nie śmierdzi, żaden narkoman nie grozi strzykawką. Tamten komunistyczny dworzec miał swój klimat: niepewności, strachu, smrodu. Jest dobrze teraz.

I wi fi mają, co w praktyce przekłada się na to, że znów popracowałem trochę. To łączenie pożytecznego, bo praca z tym, że szybciej leci czas w oczekiwaniu na dalszy transport. Jeszcze chwil kilka tu posiedzę i zaraz spadam dalej w centrum, bo stamtąd… znowu dalej.
sasasasa…

23:10

Podróż do Bratysławy przebiegła całkiem sprawnie. I to za jaką kasę?! Po drodze zatrzymaliśmy się w podejrzanym barze przydrożnym [pewnie kierowcy busa mają tam ustalone obiady za darmo, jak przywiozą cały autobus klientów]. Ale bar naprawdę nie wzbudzał zaufania, a ja robiłem się głodny. Żadnych hot dogów, ani hamburgerów nie zjadłbym. Najbezpieczniej było wziąć frytki [choć olej niepewny] i gotowane mrożone warzywa. Tak też zrobiłem i był to całkiem odpowiedni wybór, bo brzuszek nie wnosił zastrzeżeń.

Wysiadłem na Autobusowej Stanicy no i zaczęła się kombinacja-orientacja. Ciemno. Bratysława we mgle. Z której ulicy i gdzie mam jechać? Kilka minut i już wszystko było jasne. Kupiłem bilet dobowy, bo nigdzie nie można było kupić tego 7-dniowego. Ale potem zrozumiałem, że to słuszny wybór, bo Bratka raczej nie jest za duża, jeśli chodzi o Stare Mesto, a to mnie przecież najbardziej interesuje. Z przesiadką dotarłem na hostelu: Art Hostel Taurus na ul. Zámocká. Zjadłem kolację [dostęp do kuchni jest, ale nie ma kuchenki. Potrawy tylko do zalania wodą z czajnika lub podgrzania w mikrofalówce], a potem podczas wypacku doszło do mnie, że nie wziąłem kosmetyczki [czy facet może mieć kosmetyczkę?] – nie mam zatem pasty do zębów, szczoteczki, szamponu, małej apteczki – nic. To pytam kobieciny w recepcji o to -> wskazała mi sklep, który jeszcze czynny był 20 min. Zdążyłem. Było wszystko prócz szczoteczki, więc został mi… palec. Już kilka razy ten system ratował mi życie. Dziś kupię szczoteczkę. O ile znajdę w niedzielę coś czynnego.

DSCN7160A potem wieczorny spacer po Bratce. Nie wiem jeszcze co o niej myślę. Za wcześnie na oceny. W każdym razie Stare Mesto ma swój klimat. Jak na sobotę mało ludzi było. Dużo knajpek, wiele irlandzkich [?], a potem po 1,5h spaceru okazało się, że… zszedłem całe Stare Mesto. Hmmm… Zerknąłem na mapę i potwierdziłem swoje przypuszczenia. Co ja tu będę robił do środy? Widziałem, że jest wystawa Picasso, ale po objazdówce po Europie i Stanach to chyba już widziałem większość dzieł Picassa. Może gdyby mnie ruszał tak, jak Turner czy van Gogh to skusiłbym się raz jeszcze, by obcować z tymi dziełami. A tak to pasuję.

Potem poszedłem w drugą stronę – do zamku [Hrad]. Niby bramy otwarte do północy, ale akurat dziś jakieś wyższe sfery miały zamkową potańcówkę i nie można było wejść.

DSCN7171Gdy wróciłem do hostelu wypiłem w patio [patio?] piwko Smadny Mnich. Naprawdę bardzo dobre piwo. I teraz też siedzę na tym całym patio [patio?]. To taka duża przestrzeń wewnątrz budynku z drzewem, latarnią, kanapami, stolikami i piłkarzykami, z brukowaną kostką na podłodze. Przyjemnie. Choć z Art w nazwie to niewiele ma wspólnego, poza teatralną maską [byłem także wczoraj pod Narodnym Divadlem] oraz Flipem i Flapem na ścianie.

Śmiesznie tu, jak w Czechach: teatr to divadlo, a zakaz palenia to: Zakaz fajćenia 😛 Nie wolno fajczyć i już.

 

INFO PRAKTYCZNE

Do Bratysławy można dojechać z Polski całkiem tanio Polskimbusem.

Udało mi się znaleźć bilety z Katowic za 60zł.

Powrót w tej samej cenie.

Hosteli jest kilka,

ale ja wybrałem ten za 42e za 5 dni –

ze śniadaniem i w centrum,

co na polskie daje jakieś 38 zł za dobę z porannym jedzonkiem.

Samo Stare Mesto zdecydowanie polecam zwiedzać pieszo,

nie jest duże, a ma wiele ciekawych zaułków.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

© 2022: Polak w podróży | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress